Korona Kielce przez ostatnie lata przyzwyczaiła do szukania zawodników za niewielkie pieniądze, wolnych transferów i prób wyciągania maksimum z ograniczonego budżetu. Tego lata sytuacja wyglądała inaczej. Klub przeprowadził osiem transferów, wydając na wzmocnienia ponad pięć milionów euro. Jacek Zieliński nie wskazuje jeszcze konkretnego miejsca w tabeli, ale przyznaje, że od tej kadry można wymagać znacznie więcej.
Zmianę najlepiej widać w nazwiskach pozyskanych zawodników. Patrik Hellebrand, Ariel Mosór czy Michael Ameyaw nie muszą dopiero przekonywać, że potrafią grać w Ekstraklasie. Kamil Jakubczyk i Norbert Barczak powiększyli polską część zespołu, a przyjście Ondřeja Lingra dało trenerowi dodatkowe możliwości w ofensywie. Na koniec dołączył jeszcze Camilo Mena, wypożyczony z Lechii Gdańsk z opcją wykupu. Zieliński zwracał uwagę również na pozyskanie czterech Polaków. Mosór, Jakubczyk, Barczak i Ameyaw znają ligowe realia, a szkoleniowiec liczy na ich znaczenie także w szatni. Część nowych zawodników ma jeszcze sporo czasu na rozwój, więc udane występy mogą przynieść Koronie nie tylko punkty, ale w przyszłości również przychód z transferu.
Po pozyskaniu Kolumbijczyka trener uznał zespół za kompletny. Ceni u Meny przede wszystkim szybkość, technikę i umiejętności przydatne w pojedynkach na skrzydle. Korona ma tam teraz większy wybór, a to pozwala też swobodniej korzystać z zawodników, którzy mogą występować na kilku pozycjach. Dotyczy to między innymi Morgana Fassbendera. Może grać na środku ataku, gdzie podstawową opcją pozostaje Mariusz Stępiński. Zieliński przypomniał również o Danielu Bąku oraz Lingrze, którego można ustawić za napastnikiem lub bliżej bramki przeciwnika. Z tego powodu szkoleniowiec nie uważał sprowadzenia kolejnej „dziewiątki” za konieczność. O możliwościach ustawienia ofensywy mówił na przedmeczowej konferencji. Większy wybór oznacza także trudniejsze decyzje. Nie wszyscy piłkarze, którzy przychodzili z perspektywą regularnej gry, zmieszczą się w podstawowej jedenastce. Zadaniem Zielińskiego będzie wykorzystanie tej rywalizacji, szczególnie gdy trzeba będzie zmienić przebieg spotkania zawodnikami z ławki.
Większe oczekiwania, ale bez deklaracji miejsca
Trener nie chce jeszcze mówić, czy Korona powinna zakończyć sezon na podium albo w pierwszej piątce. Lingr, Ameyaw i Mena dołączali w końcowej części okna, więc szkoleniowiec potrzebuje czasu, żeby ocenić ich współpracę z resztą drużyny. To rozsądny argument, choć sam zaznacza, że jakość kadry zobowiązuje. – Nie będzie żadnego alibi – stwierdził Zieliński. Te słowa najlepiej oddają zmianę sytuacji w Kielcach. Po rekordowych wydatkach i sprowadzeniu kilku sprawdzonych ligowców trudno oceniać Koronę wyłącznie przez pryzmat walki o utrzymanie. Nie oznacza to obowiązku zdobycia medalu, ale daje podstawy, by oczekiwać regularniejszego punktowania.
W poprzedniej kolejce kielczanie byli blisko zwycięstwa nad Wisłą Kraków. Prowadzili po golu Lingra, lecz w doliczonym czasie Alan Uryga doprowadził do remisu 1:1. Korona straciła więc dwa punkty już po tym, jak wypracowała sobie korzystną sytuację. Takie końcówki również będą miały znaczenie przy ocenie zespołu po zakończeniu sezonu. Najbliższy sprawdzian czeka kielczan we Wrocławiu. Zieliński ma już zamkniętą kadrę i więcej możliwości reagowania na wydarzenia na boisku. Teraz będzie można ocenić, jak szybko nowe transfery przełożą się na grę całej drużyny.



