Widzew Łódź zapłacił za Bukariego 5,5 mln euro. Vuković wyjaśnia, dlaczego go odstawił

Osman Bukari miał zostać jedną z największych gwiazd Ekstraklasy. Widzew Łódź zapłacił za reprezentanta Ghany aż 5,5 mln euro, ale po zaledwie ośmiu ligowych występach zawodnik stracił miejsce w składzie, a latem wrócił na wypożyczenie do Crvenej zvezdy Belgrad. Teraz Aleksandar Vuković opowiedział o kulisach swojej decyzji. Były trener Łodzian przyznał, że współczuł skrzydłowemu, który musiał mierzyć się z ogromnymi oczekiwaniami. Wyjaśnił również, dlaczego w drużynie walczącej o utrzymanie nie mógł pozwolić sobie na przymykanie oka na jego braki w defensywie.

Widzew wydał rekordowe pieniądze. Bukari nie zdobył nawet bramki

Transfer Bukariego z Austin FC był jednym z najbardziej spektakularnych ruchów Widzewa po przejęciu klubu przez Roberta Dobrzyckiego. Łodzianie zapłacili za Ghańczyka 5,5 mln euro, ustanawiając rekord zakupowy Ekstraklasy. Skrzydłowy miał za sobą występy w MLS, doświadczenie z Ligi Mistrzów i udany okres w Crvenej zvezdzie, w której należał do najważniejszych zawodników ofensywnych. W Polsce oczekiwano od niego podobnej skuteczności. Bukari rozegrał jednak zaledwie osiem meczów ligowych, spędzając na boisku 482 minuty. Nie zdobył bramki ani nie zanotował asysty, choć początkowo otrzymywał szanse w podstawowym składzie. Jeszcze za kadencji Igora Jovićevicia stracił miejsce w jedenastce, a pucharowe spotkanie z Pogonią Szczecin przesiedział na ławce rezerwowych. Zatrudnienie Aleksandara Vukovicia nie poprawiło jego sytuacji.

Serb już w swoim debiucie przeciwko Lechowi Poznań nie umieścił Ghańczyka w kadrze meczowej. Widzew wygrał 2:1, a szkoleniowiec podkreślał później, że przy wyborze zawodników nie zamierza kierować się wysokością zapłaconego za nich odstępnego. W drużynie byli również Fran Álvarez, Mariusz Fornalczyk czy Emil Kornvig. Bukari musiał więc udowodnić, że zasługuje na miejsce w składzie, a nie tylko uzasadnić swoją cenę.

Vuković wyjaśnia: w Serbii Bukari miał inne warunki do gry

W rozmowie z Romanem Kołtoniem w programie „Prawda Futbolu” Vuković wrócił do sytuacji 27-latka. Nie próbował przekonywać, że Widzew sprowadził piłkarza pozbawionego umiejętności. Zwrócił natomiast uwagę na ogromną presję, jaka towarzyszyła Bukariemu po rekordowym transferze, oraz warunki, w których przyszło mu grać w Łodzi.

– Współczułem Bukariemu, bo wiedziałem, że to nie jest tak słaby piłkarz – przyznał szkoleniowiec.

Vuković wskazał również na różnice między Ekstraklasą a ligą serbską. Crvena zvezda regularnie dominuje nad krajowymi rywalami, dzięki czemu jej ofensywni zawodnicy mogą częściej wykorzystywać swoje atuty w ataku. Bukari miał tam więcej okazji do pojedynków z obrońcami i gry na połowie przeciwnika. W Widzewie trafił natomiast do zespołu, który miał problemy z wygrywaniem spotkań, a wiosną musiał skupić się przede wszystkim na walce o utrzymanie. Najważniejsza była jednak kwestia jego przydatności dla drużyny. Vuković przyznał, że może zaakceptować pewne niedostatki ofensywnego zawodnika w grze bez piłki, jeżeli ten regularnie zdobywa bramki i notuje asysty. Bukari nie dawał jednak takich liczb, a jednocześnie nie zapewniał wystarczającego wsparcia w defensywie. Trener uznał, że w sytuacji Widzewa nie może pozwolić sobie na dalsze czekanie na jego przełamanie.

Bukari przegrał rywalizację. Latem wrócił do Belgradu

Vuković obejmował Widzew w momencie, w którym najważniejsze było wydostanie się ze strefy spadkowej. Łodzianie mieli w kadrze wielu kosztownych zawodników, ale brakowało im regularności i punktów. Szkoleniowiec postawił więc na bardziej pragmatyczną grę, w której każdy piłkarz musiał wykonywać określone zadania również po stracie piłki. Większe znaczenie w ofensywie zyskali Fran Álvarez i Mariusz Fornalczyk, a w ataku Serb mocniej postawił na Sebastiana Bergiera. Bukari nie zdołał wywalczyć sobie miejsca w tej układance. Widzew ostatecznie utrzymał się w Ekstraklasie, a Ghańczyk uczestniczył jeszcze w letnich przygotowaniach do kolejnego sezonu. W sparingu z FC Marchfeld zaliczył nawet dwie asysty przy trafieniach Fornalczyka, jednak jego przyszłość w klubie pozostawała niepewna.

Dyrektor sportowy Artur Płatek ujawnił później, że zawodnik kilkakrotnie zgłaszał chęć odejścia do drużyny, w której będzie mógł liczyć na regularne występy. Widzew nie był w stanie mu tego zagwarantować, dlatego 16 lipca ogłoszono roczne wypożyczenie do Crvenej zvezdy. Umowa zawiera opcję wykupu, ale kwoty ewentualnego transferu definitywnego nie ujawniono. Łodzianie nie odzyskali zatem automatycznie pieniędzy, które kilka miesięcy wcześniej zapłacili Austin FC.

W Belgradzie Bukari znów strzela. Czy Widzew odzyska miliony?

Powrót do Serbii pozwolił Bukariemu ponownie znaleźć się w środowisku, w którym wcześniej odnosił największe sukcesy. Już w lipcu zanotował asystę w eliminacjach Ligi Mistrzów, a następnie wpisał się na listę strzelców w spotkaniu ligowym z Vojvodiną. W pierwszych sześciu występach w lidze serbskiej zdobył bramkę i zaliczył asystę. Do tego dołożył gola i asystę w sześciu meczach eliminacji europejskich pucharów. Jego dotychczasowy dorobek w Belgradzie wygląda więc lepiej niż statystyki z całego pobytu w Łodzi. Nie rozstrzyga to jednak, czy Vuković pomylił się w ocenie zawodnika. Były trener Widzewa zwracał przecież uwagę właśnie na różnicę między rolą Bukariego w dominującej drużynie a wymaganiami stawianymi mu w zespole walczącym o utrzymanie.

Dalsze występy Ghańczyka będą interesujące również z finansowego punktu widzenia. Widzew zapłacił za niego 5,5 mln euro i po jednej rundzie zdecydował się na wypożyczenie. Jeżeli Crvena zvezda skorzysta z opcji wykupu, Łodzianie odzyskają część zainwestowanych środków. Nie wiadomo jednak, czy uzgodniona kwota pozwoliłaby im uniknąć straty na całej transakcji. Bukari znów strzela w Belgradzie, ale jego pobyt w Widzewie trudno uznać za udany. Łodzianie wydali na niego rekordowe pieniądze, nie doczekali się ani jednej bramki czy asysty, a po kilku miesiącach zgodzili się na wypożyczenie. Teraz pozostaje im liczyć na to, że Crvena zvezda zdecyduje się na wykup zawodnika. Nawet dobra forma Ghańczyka w Serbii nie musi jednak oznaczać, że Widzew odzyska większość zainwestowanych 5,5 mln euro.

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img