Po dziewięciu latach samodzielnych rządów Dariusz Mioduski może przestać być jedynym właścicielem Legii Warszawa. Biznesmen prowadzi zaawansowane rozmowy dotyczące sprzedaży 40 procent akcji stołecznego klubu. Według doniesień medialnych wartość pakietu może wynieść około 50 milionów euro, a nowy inwestor ma pochodzić ze Stanów Zjednoczonych. Co istotne, wejście nowego współwłaściciela ma przede wszystkim pomóc Legii w uporządkowaniu finansów, w tym spłacie części zadłużenia. Nie należy natomiast spodziewać się, że transakcja automatycznie oznaczać będzie transferową rewolucję.
Mioduski blisko sprzedaży części akcji Legii
Pierwsze informacje o możliwej zmianie właścicielskiej przekazał w piątek Tomasz Włodarczyk z portalu Meczyki.pl. Dariusz Mioduski od kilku miesięcy prowadzi negocjacje z potencjalnym inwestorem, który miał już przeprowadzić szczegółową analizę działalności klubu. Sprawdzono między innymi sytuację finansową, prawną i podatkową Legii. Proces określany jako due diligence jest standardowym etapem poprzedzającym podobne transakcje, ale sam w sobie nie gwarantuje jeszcze zawarcia umowy.
Serwis Legionisci.com poinformował następnie, że sprzedaż może dotyczyć 40 procent akcji za około 50 milionów euro. W poniedziałek Sebastian Staszewski przekazał w programie „Studio Sport” WP SportoweFakty, że rozmowy są już na ostatniej prostej. Dziennikarz zasugerował nawet, że tożsamość nowego współwłaściciela może zostać ujawniona jeszcze 21 września. Pojawiła się również istotna zmiana w informacjach dotyczących potencjalnego nabywcy. Początkowo wskazywano na amerykański fundusz inwestycyjny, jednak według Staszewskiego kupującym nie będzie fundusz. Kierunek amerykański pozostaje aktualny, choć tożsamość inwestora nie została dotychczas oficjalnie potwierdzona. Jeżeli transakcja dojdzie do skutku na opisywanych warunkach, Mioduski zachowa 60 procent akcji i pozostanie większościowym właścicielem Legii.
50 milionów euro za akcje Legii. Co klub zyska na transakcji?
Kwota pojawiająca się w doniesieniach nie powinna być traktowana jako zapowiedź rekordowych wydatków na nowych zawodników. Według informacji Staszewskiego głównym celem pozyskania inwestora jest poprawa kondycji finansowej Legii, w tym spłata części zadłużenia. Dziennikarz przekazał, że zobowiązania stołecznego klubu z tytułu kredytów i pożyczek wynoszą około 170 milionów złotych.
Wejście nowego współwłaściciela mogłoby zwiększyć możliwości działania Legii na rynku transferowym. Klub nie musiałby w takim stopniu uzależniać swoich decyzji od bieżących wpływów, a przy pozyskiwaniu zawodników mógłby negocjować korzystniejsze warunki płatności. Nie jest to jednak równoznaczne z zapowiedzią wielomilionowych zakupów. Wciąż nie znamy również dokładnej konstrukcji planowanej transakcji. Samo odkupienie akcji od dotychczasowego właściciela nie oznacza bowiem automatycznie, że cała zapłacona kwota trafi na konto klubu. Staszewski przekonuje, że przewidywany model ma zapewnić Legii bezpośredni zastrzyk finansowy, jednak szczegóły ewentualnego dokapitalizowania i przeznaczenia środków na spłatę zobowiązań pozostają nieznane.
Pozyskanie inwestora nabiera szczególnego znaczenia po poprzednim sezonie. Legia zakończyła rozgrywki 2025/26 na szóstym miejscu, nie wywalczyła awansu do europejskich pucharów i musiała ograniczyć wydatki. Przed rozpoczęciem obecnej kampanii klub rozstał się z częścią zawodników, a przy poszukiwaniu wzmocnień w większym stopniu korzystał z wypożyczeń i wolnych transferów. Dodatkowe środki mogłyby pozwolić na poprawę sytuacji finansowej bez konieczności natychmiastowej sprzedaży kolejnych piłkarzy.
Mioduski zachowa kontrolę nad klubem
Dariusz Mioduski jest związany z Legią od 2012 roku, kiedy dołączył do jej rady nadzorczej. Dwa lata później został współwłaścicielem warszawskiego klubu, a w marcu 2017 roku odkupił pozostałe akcje od Bogusława Leśnodorskiego i Macieja Wandzla. Od tamtej pory pozostaje jego jedynym właścicielem. Ewentualna sprzedaż mniejszościowego pakietu zakończyłaby zatem ponad dziewięcioletni okres samodzielnego posiadania wszystkich akcji. Nie musi natomiast oznaczać zmian w bieżącym zarządzaniu klubem. Według Staszewskiego na stanowiskach mają pozostać prezes Marcin Herra, odpowiedzialny za pion sportowy Fredi Bobić oraz trener Marek Papszun.
Na razie nie wiadomo, jakie uprawnienia otrzyma potencjalny współwłaściciel i czy będzie miał swoich przedstawicieli we władzach Legii. Posiadanie 40 procent akcji oznaczałoby znaczący udział w klubie, nawet jeśli Mioduski zachowa większościowy pakiet. Wiele zależeć będzie od postanowień umowy pomiędzy dotychczasowym właścicielem a nowym inwestorem. Stołeczny klub może więc doczekać się jednej z najważniejszych zmian właścicielskich od 2017 roku, choć jej rzeczywiste konsekwencje pozostają trudne do określenia. Wiadomo, że Mioduski zamierza pozyskać finansowego partnera, nie rezygnując z kontroli nad Legią. Dla klubu najważniejsze będzie jednak to, ile pieniędzy rzeczywiście trafi do jego budżetu i w jakim stopniu pozwolą one ograniczyć dotychczasowe zadłużenie.



