Derby dla Zagłębia! Miedziowi pokonują lokalnego rywala

Po roku przerwy wróciły derby Dolnego Śląska. Zagłębie Lubin i Śląsk Wrocław mają ponownie powalczyć o pozycję w regionie, w tym sezonie najpierw na stadionie tych pierwszych. A poprzednich derbów w Lubinie Wrocławianie nie wspominają dobrze. Przegrali je bowiem 0:3, a pięknego i jednocześnie premierowego dla siebie gola strzelił Marcel Reguła. Ostatnio to wyrównana rywalizacja – na 5 ostatnich meczów 2 wygrało Zagłębie, 2 Śląsk, a do tego raz zremisowali. Wyżej usytowany w tabeli był WKS, który miał 4 punkty. Zagłębie natomiast miało przed meczem jedno oczko mniej, ale jednocześnie i jeden rozegrany mecz mniej.

Zagłębie grało, Śląsk strzelił

Obydwa zespoły były spragnione tej lokalnej rywalizacji, lecz w pierwszych chwilach bardziej to było widać po Miedziowych. Już w 1. minucie Lubinianie mieli doskonałą okazję. Mateusz Grzybek oddał groźny strzał po zagraniu Marcela Reguły, ale świetnie interweniował Karol Niemczycki. Chwilę później, z rzutu rożnego spróbował sam Reguła, ale został zablokowany. Zagłębie rzuciło się bez chwili zastanawiania do gardła przeciwnikowi. Śląsk nie miał w zasadzie nic do powiedzenia w pierwszych minutach spotkania. W 6. minucie znowu niebezpiecznie, ale tym razem obrona zatrzymała Aleksa Ławniczaka. Defensywa Śląska jakoś była w stanie odpierać ataki przeciwnika, ale nie można też tak grać w nieskończoność. Zapach gola dla podopiecznych Leszka Ojrzyńskiego roznosił się aż do Legnicy, tak mocno było to czuć.

Po pierwszym kwadransie Zagłębie zaczęło jednak łapać lekką zadyszkę. Śląsk zaczął wchodzić w swój rytm meczowy. Próbował, to trzeba przyznać, ale ich okazje nie były na tyle dobre, co ich rywali zza miedzy. I niestety dla widowiska, nie na tyle, żeby podtrzymać to szaleńcze tempo. Ono siadło, działo się na boisku dużo mniej. Choć oba zespoły dużo pracowały na boisku. Zagłębie nie bało się wysokiego, intensywnego pressingu. Trochę się przebudziło w 25. minucie za sprawą Grzybka, ale tak słaby strzał to bramkarz by i bez rąk zatrzymał, bo leciał prosto w niego. Nie działo się i tak za wiele na boisku. Być może to kwestia upału, a ten w Lubinie faktycznie doskwierał.

W 34. minucie to jednak straciło znaczenie. Katastrofalny w skutkach błąd zawodnika Zagłębia, Malaly Dembélé i Piotr Samiec-Talar ruszyli dwójkową kontrą. Spowolnili ją w polu karnym, wymienili kilka podań, ale ten drugi otworzył wynik meczu. Podwójnie ośmieszona defensywa Zagłębia. Gol zasłużony, dobry strzał kapitana WKS-u, choć przebieg spotkania niezbyt za tym przemawiał…

Miedziowi na remis

Stracony gol, któremu jak najbardziej dało się zapobiec, wcale nie podciął skrzydeł Miedziowym. Nie odpuszczali, nie przestawali atakować. Wyraźnie przejęli inicjatywę i uparcie szukali wyrównania. Pozostawali Śląskowi możliwość jedynie obrony korzystnego wyniku. Choć z tym akurat podopieczni Ante Šimundžy radzili sobie wystarczająco dobrze. Na tyle, że jednobramkowe prowadzenie się utrzymywało. Tak też i zostało do przerwy. Zagłębie mogłoby prowadzić w tym meczu nawet bez względu na trafienie Samca-Talara. A zszedł przegrywając. Logika Ekstraklasy w najlepszym wydaniu.

Początek drugiej połowy był dość wyrównany, obie ekipy swoje szanse miały. Aż w końcu w 52. minucie Zagłębie wreszcie, po tylu nieudanych próbach dopięło swego. Zaczęło się od dośrodkowania w wykonaniu Damiana Dąbrowskiego. Po nim Śląsk zdołał oddalić zagrożenie, lecz nie na długo. Do bezpańskiej futbolówki dopadł Josip Ćorluka i bez chwili zawahania kropnął na bramkę Niemczyckiego. To była dobra decyzja, bo Chorwat pięknie i widowiskowo wyrównał stan spotkania. Co jak co, ale Miedziowi naprawdę zasługiwali na tę bramkę. A chwilę później oba zespoły chwilę ochłonęły. Kibice na tyle mocno zadymili boisko, że nie dało się normalnie grać. Świece dymne, choć wyglądają efektownie, to jednak utrudniają piłkarzom rywalizację. No i trochę śmierdzi.

Zagłębie górą na Dolnym Śląsku!

Po tej wymuszonej przerwie minimalnie lepiej wyglądało Zagłębie. Minimalnie, to warto zaznaczyć, bo nie działo się za dużo na boisku. Miedziowi radzili sobie z posiadaniem piłki, ale do objęcia prowadzenia jeszcze była daleka droga. Leszek Ojrzyński szukał odpowiedniego sposobu, aby ją pokonać. Wprowadził jednocześnie trzech nowych zawodników, w nadziei że ten porządny zastrzyk świeżych sił przyniesie pożądany efekt. I w 73. minucie tak mogło się stać, dużo nie brakowało. Mihael Mlinarić podjął się próby z okolic szesnastki, lecz Chorwata zatrzymał Niemczycki. Następnie po długim wykopie Zlatana Alomerovicia z groźną kontrą ruszył Levente Szabó. Mariusz Malec w porę jednak skasował tę akcję.

Wydawało się, że derby zakończą się remis. Wszystko zmierzało w tym kierunku. Czasu było coraz mniej, a na murawie nudy straszne. Jeszcze w takim skwarze to tym gorzej się go oglądało. Aż tu nagle, w 85. minucie wynik wywrócił się do góry nogami. Podopieczni Leszka Ojrzyńskiego wzięli rywala z zaskoczenia, nie wiedzieli jak zareagować. W polu karnym odnalazł się Szabó i pięknym uderzeniem nie dał szans bramkarzowi.

Zagłębie zasługiwało na to zwycięstwo. Nawet remis byłby tu dość niesprawiedliwy dla piłkarzy z Lubina. Zdecydowanie dłużej utrzymywali się przy piłce i mieli więcej jakościowych okazji. Śląsk natomiast miał swoje momenty, czasami wyglądał nieźle, w obronie dobrze się spisywał, ale to zdecydowanie za mało. Ledwie 2 celne strzały raczej nie wystarczają do zwycięstwa, no chyba że rywal nie będzie atakował wcale. Ale tak z Miedziowymi nie było.

Zagłębie Lubin – Śląsk Wrocław 2:1 (Ćorluka 52′, Szabó 85′ – Samiec-Talar 34′)

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img