Pusty „Kocioł” i Niels Frederiksen oglądający mecz z trybun – kary UEFY dały się we znaki. Lech Poznań jednak znów nadszarpnął zaufanie swoich kibiców. KI Klaksvik to tylko mistrz Wysp Owczych. Na szczęście Yannick Agnero ostatnio jest w dobrej formie strzeleckiej.
Po zeszłotygodniowym blamażu oczekiwano w Poznaniu na heavy metal football. W wykonaniu Kolejorza oczywiście. Piłkarze poszarpali tylko trochę struny gitary, lecz bez dyrygenta na ławce rezerwowych na trybunach słuchać było jedynie kakofonię.
Lech Poznań nie umie grać na takie drużyny
KI Klaksvik przyjechało do Polski ugrać dla siebie korzystny wynik. Farerzy wiedzieli, że w otwartym starciu szans nie mają, więc skupiali się na defensywie. Lech Poznań pokazał po raz kolejny, że na niski blok nie ma lekarstwa. Wrzucanie na krytego Mikaela Ishaka nie przynosiło rezultatów, a środkiem przebić się nie szło. Na małej przestrzeni jedynie Patrik Walemark potrafi coś zrobić, lecz jeden Szwed to było za mało.
Dodać do tego trzeba jeszcze bramkarza rywali – Marka Jensena. Delikwent z rękawicami na dłoniach zabierał radość ubranym w pasiaste koszulki zawodnikom. Machnięcie ręką odbiło strzał z bliska Allahyara Sayyadmanesha. Strzał z dystansu Walemarka i wolej ze znacznie bliższej odległości Antoniego Kozubala Jensen także zdołał odbić. Lechici powinni uderzać jeszcze lepiej, lecz golkiperowi rywali zabierać zasług nie zamierzamy.
Trafić po przerwie mógł także Pablo Rodriguez, ale po świetnym podaniu od Walemarka lewą nogą trafił obok bramki. Z ławki wchodzili rezerwowi – pojawił się Luis Palma, wszedł Yannick Agnero. Nawet gra na dwóch napastników nie potrafiła przebić się przez zasieki rywali. Gol nawet nie wisiał w powietrzu. Jak już Ishak oddał groźny strzał (oczywiście niecelny), to sędzia zasygnalizował spalonego.
W 80. minucie udało się wreszcie przełamać impas. Długa piłka na wybiegającego Agnero okazała się zbawienna. Los zabrał Jensenowi to, co dał w pierwszej połowie – bramkarz Farerów poślizgnął się w kluczowym momencie, dzięki czemu Iworyjczyk miał ułatwione zadanie. Swoje zadanie chwile później perfekcyjnie wykonał także Mateusz Lis, który koniuszkami palców złapał główkę Palla Klettskarda.
Większy spokój przed rewanżem mógł za to dać Walemark, który przegrał w końcówce pojedynek z Jensenem. Swoje sytuacje miał także Ishak, ale na rewanż Lech pojedzie z bardzo skromną zaliczką.



