Raków Częstochowa – nowe otwarcie, stare ambicje

Raków Częstochowa przez kilka ostatnich lat był w Ekstraklasie synonimem stabilności. . Poprzedni sezon mocno naruszył ten obraz. Drużynę prowadziło trzech szkoleniowców, finał Pucharu Polski zakończył się porażką, a czwarte miejsce w lidze uratowano dopiero dzięki udanej końcówce pod wodzą Dawida Kroczka. Nie był to jednak sezon całkowicie nieudany. Raków dotarł do 1/8 finału Ligi Konferencji, w której odpadł po dwóch wyrównanych meczach z Fiorentiną, zagrał w finale STS Pucharu Polski i wywalczył kolejną kwalifikację do europejskich pucharów. W klubie przyzwyczajonym do walki o najwyższe cele pozostał jednak niedosyt. Częstochowianie byli blisko trofeum, podium i przedłużenia europejskiej przygody, lecz w żadnym z tych przypadków nie wykonali ostatniego kroku. Medaliki nowy sezon rozpoczynają bez Marka Papszuna, Iviego Lópeza, Zorana Arsenicia i Jonatana Brunesa, czyli ludzi, którzy w różnym okresie mieli ogromny wpływ na najważniejsze sukcesy klubu. System pozostał, ale jego wykonawcy oraz człowiek stojący przy linii bocznej są już inni. Dopiero teraz przekonamy się, czy Raków rzeczywiście zbudował organizację zdolną funkcjonować niezależnie od twórców swojej potęgi.

Marek Papszun to już historia

Raków rozpoczął rozgrywki 2025/26 z Markiem Papszunem, który w grudniu odszedł do Legii Warszawa. Jego następcą został Łukasz Tomczyk, wcześniej prowadzący Polonię Bytom. Pod wodzą nowego szkoleniowca częstochowianie dotarli do finału Pucharu Polski i rywalizowali z Fiorentiną, ale w lidze stracili pozycję zajmowaną po rundzie jesiennej. Po porażce 0:2 z Górnikiem Zabrze na Stadionie Narodowym klub zakończył współpracę z Tomczykiem, zaznaczając, że decyzja wynikała z szerszej oceny sytuacji sportowej, a nie wyłącznie z przegranego finału. Drużynę na cztery ostatnie kolejki przejął Dawid Kroczek. Wygrał trzy mecze, a Raków zakończył sezon na czwartej pozycji z dorobkiem 55 punktów. Do drugiego Górnika i trzeciej Jagiellonii zabrakło tylko jednego punktu, natomiast mistrzowski Lech wyprzedził częstochowian o pięć. Bilans 51 zdobytych i 40 straconych bramek potwierdzał, że Raków nadal należał do krajowej czołówki, chociaż nie był już zespołem tak regularnym jak w najlepszych latach poprzedniej kadencji Papszuna.

Kroczek nie jest w Częstochowie człowiekiem obcym, który nie zna specyfiki tego klubu. Przed sezonem 2025/26 dołączył do sztabu Papszuna, a po jego odejściu pracował w pionie sportowym i wspierał dział skautingu. Wcześniej samodzielnie prowadził Cracovię, z którą zajął szóste miejsce w Ekstraklasie. Zna więc zarówno mechanizmy wypracowane w Rakowie, jak i realia samodzielnej pracy na najwyższym poziomie. To nadal niewielkie doświadczenie w porównaniu z trenerami pracującymi od wielu lat, ale wybór Kroczka nie był przypadkowym rozwiązaniem awaryjnym przed startem przygotowań. Zasłużył na kontrakt skuteczną końcówką poprzedniego sezonu, a klub dał mu możliwość przebudowania sztabu i przeprowadzenia pełnego lata. Dołączyli do niego między innymi Tomasz Jasik oraz Andrzej Niewulis, który po zakończeniu kariery wrócił do Rakowa w nowej roli. Kroczek musi teraz pokazać, że potrafi zrobić więcej niż uporządkować drużynę na kilka kolejek. Raków nie szuka trenera, który jedynie utrzyma dotychczasowe zasady. Potrzebuje szkoleniowca zdolnego rozwijać zespół, reagować na odejścia liderów i lepiej wykorzystywać piłkarzy ofensywnych.

Brunes pozostawił lukę, którą może być trudno wypełnić

Jonatan Braut Brunes przeniósł się do Sparty Praga już po pierwszym spotkaniu z Vallettą. Norweg zakończył dwuletni pobyt w Częstochowie z dorobkiem 40 bramek w 82 występach – był napastnikiem dobrze dopasowanym do sposobu gry Rakowa. Potrafił przyjąć piłkę pod presją, wygrać fizyczny pojedynek, zaatakować dośrodkowanie i wykorzystać przestrzeń tworzoną przez drugiego napastnika. W poprzednim sezonie pozostawał najpewniejszym źródłem bramek, a jego znaczenie było szczególnie widoczne w Europie. Trafił między innymi w pierwszym meczu 1/8 finału z Fiorentiną. Raków zarobił na jego sprzedaży i po raz kolejny potwierdził, że potrafi wypromować sprowadzonego napastnika, ale sportowo stracił zawodnika gwarantującego liczby.

Jeszcze przed odejściem Norwega sprowadzono Mahira Emrelego. Reprezentant Azerbejdżanu został wypożyczony z Kaiserslautern z opcją wykupu. Ma doświadczenie z Qarabagu, Legii Warszawa, Dinama Zagrzeb, Konyasporu i niemieckiej 2. Bundesligi, a w reprezentacji wystąpił ponad 60 razy. Jego ostatni sezon nie był jednak szczególnie udany, ponieważ w 13 meczach zdobył dwie bramki. Emreli nie jest klasyczną kopią Brunesa. Lepiej czuje się, kiedy może zejść po piłkę, obrócić się w kierunku bramki albo wystąpić nieco dalej od pola karnego. W debiucie przeciwko Valletcie strzelił gola, lecz jednocześnie było widać, że dopiero poznaje partnerów i szuka swojej pozycji w ataku. To zawodnik z dużymi możliwościami, ale Raków sprowadził go po słabszym okresie kariery, dlatego nie powinien zakładać, że automatycznie przejmie cały dorobek Norwega.

Więcej odpowiedzialności spadnie także na Patryka Makucha, który może występować jako napastnik albo zawodnik ustawiony za środkową dziewiątką. Przeciwko Valletcie zdobył bramkę efektownym uderzeniem sprzed pola karnego, a następnie zaliczył asystę przy trafieniu Stratosa Svarnasa. Raków wygrał 3:1, chociaż do przerwy przegrywał, a przy stanie 1:1 rywale nie wykorzystali rzutu karnego. Pierwszy oficjalny mecz pokazał więc zarówno możliwości ofensywy, jak i problemy z utrzymaniem koncentracji. W kadrze są również młodzi Adam Basse i Ádin Molnár. Basse dobrze wykorzystał okres przygotowawczy, strzelając trzy gole przeciwko Zulte Waregem i trafiając w ostatnim sparingu z GKS-em Katowice. Nie można jednak już teraz oczekiwać, że nastolatek zastąpi napastnika mającego 40 bramek w barwach Rakowa. Powinien być stopniowo wprowadzany, a nie traktowany jako rozwiązanie wszystkich problemów po odejściu Brunesa.

Kwiatkowski może okazać się jednym z ciekawszych ruchów lata

Ciekawym transferem Rakowa jest pozyskanie Oliwiera Kwiatkowskiego z Polonii Bytom. 21-letni ofensywny pomocnik rozegrał w poprzednim sezonie 35 spotkań i zdobył 13 bramek. Podpisał kontrakt aż do czerwca 2031 roku, co pokazuje, że klub traktuje go jako inwestycję sportową oraz potencjalny przyszły transfer wychodzący. Przeskok z I ligi do zespołu walczącego o mistrzostwo i fazę ligową europejskich pucharów będzie znaczący. Kwiatkowski nie powinien być oceniany wyłącznie przez liczbę bramek strzelonych w Bytomiu, ponieważ w Rakowie otrzyma mniej swobody, a rywalizacja o miejsce jest znacznie większa. Ma jednak cechę, której częstochowianom czasem brakowało: potrafi wejść z drugiej linii w pole karne i zakończyć akcję.

W poprzednich latach Raków często dobrze przygotowywał ataki, ale zbyt wiele odpowiedzialności za wykończenie spadało na napastnika. Kwiatkowski może pojawiać się pomiędzy liniami, grać bliżej dziewiątki albo wchodzić z ławki, kiedy potrzebny jest dodatkowy zawodnik szukający bramki. Początkowo jego rola zapewne będzie mniejsza, lecz długość kontraktu pozwala klubowi spokojnie prowadzić jego rozwój.

Podobny kierunek widać w transferze Jakuba Jendryki. 19-letni wahadłowy został wykupiony z Ruchu Chorzów i podpisał umowę do 2030 roku. Wiosną rozegrał 15 spotkań na poziomie I ligi i zdobył dwie bramki. Raków od lat wymaga od wahadłowych ogromnej intensywności, dlatego młody zawodnik będzie potrzebował czasu na opanowanie wszystkich zadań. Już w spotkaniu z Vallettą otrzymał jednak pierwsze minuty w europejskich pucharach. W klubie nie zrezygnowano więc z modelu polegającego na sprowadzaniu młodych Polaków, których można rozwinąć w gotowym środowisku. Kwiatkowski i Jendryka nie przychodzą jako zawodnicy mający od razu prowadzić Raków do mistrzostwa, ale ich obecność może w dłuższej perspektywie zwiększyć wartość kadry i liczbę krajowych piłkarzy gotowych do regularnych występów.

Debohi daje Kroczkowi kilka możliwości

Dieudonné Gaucho Debohi trafił do Rakowa po wygaśnięciu kontraktu z Caen. Iworyjczyk rozegrał dla francuskiego klubu 87 spotkań, z czego większość na poziomie Ligue 2. Może występować jako środkowy obrońca albo defensywny pomocnik, a właśnie takiej uniwersalności potrzebuje zespół grający co kilka dni. Raków Częstochowa stracił latem Arsenicia, Pawła Dawidowicza i Mitję Ileniča. W środku obrony pozostali Bogdan Racovițan, Stratos Svarnas oraz Fran Tudor, ale liczba doświadczonych zmienników wyraźnie się zmniejszyła. Arsenić przez lata odpowiadał za ustawienie formacji, znał wszystkie wymagania systemu i był jednym z ludzi najbliżej związanych z Papszunem. Dawidowicz nie stał się podstawowym zawodnikiem, lecz dawał doświadczenie i możliwość rotacji.

Debohi może być ustawiony jako jeden z trzech stoperów, ale również pomóc w środku pola, kiedy Raków potrzebuje większej fizyczności. Jest zawodnikiem dobrze radzącym sobie w kontakcie i mającym doświadczenie z ligi, w której intensywność oraz pojedynki odgrywają dużą rolę. Nie zna jednak jeszcze wszystkich automatyzmów częstochowskiej defensywy, dlatego jego wejście do podstawowej jedenastki może odbywać się stopniowo.

W bramce numerem jeden ponownie został Kacper Trelowski. Oliwier Zych opuścił klub po zakończeniu wypożyczenia, a nowym konkurentem jest 20-letni Tarik Karić. Bośniak przychodzi jako zawodnik perspektywiczny, dlatego trudno oczekiwać, że od razu odbierze miejsce wychowankowi Rakowa. Trelowski ma już doświadczenie ligowe i pucharowe, lecz teraz powinien udowodnić, że potrafi utrzymać wysoką formę przez cały sezon, a nie tylko w pojedynczych okresach.

Środek pola pozostał mocny, ale potrzebuje większej kreatywności

Oskar Repka, Marko Bulat, Vladyslav Koczerhin, Tomasz Pieńko oraz Fran Tudor dają Kroczkowi różne możliwości ustawienia drugiej linii. Repka potrafi zabezpieczyć środek, wygrać pojedynek i pojawić się w polu karnym, natomiast Bulat odpowiada za tempo oraz dokładniejsze rozegranie. Koczerhin wnosi doświadczenie, intensywność i możliwość gry na kilku pozycjach, choć w ostatnich miesiącach nie odgrywał już tak dużej roli jak wcześniej. Aktualna kadra zgłoszona do Ligi Konferencji potwierdza, że właśnie wokół tej grupy ma być budowany środek zespołu. Więcej należy oczekiwać od Pieńki. Po transferze z Zagłębia Lubin potrzebował czasu na odnalezienie się w bardziej wymagającym taktycznie środowisku. Ma odpowiednią dynamikę, potrafi prowadzić piłkę i wejść pomiędzy obrońców, ale powinien częściej przekładać te atuty na bramki oraz asysty. Przeciwko Valletcie pojawił się po przerwie i uczestniczył w akcjach przy dwóch trafieniach, co może być dobrym sygnałem przed ligą.

Po odejściu Iviego Raków stracił zawodnika zdolnego jednym podaniem albo stałym fragmentem zmienić przebieg zamkniętego spotkania. Hiszpan w ostatnim okresie nie zawsze był podstawowym graczem, ale rywale nadal musieli brać pod uwagę jego lewą nogę oraz umiejętność znalezienia nieoczywistego rozwiązania. Kwiatkowski może w przyszłości przejąć część odpowiedzialności, jednak jest innym typem zawodnika i dopiero poznaje Ekstraklasę.

To właśnie kreatywność w ataku pozycyjnym może decydować o tym, czy Raków wróci do walki o mistrzostwo. Drużyna nadal będzie dobrze przygotowana fizycznie, mocna po stałych fragmentach i trudna do przejścia po ustawieniu trzech obrońców. W wielu ligowych spotkaniach przeciwnik nie będzie jednak zainteresowany prowadzeniem otwartej gry. Kroczek musi znaleźć więcej sposobów na rozbijanie nisko ustawionych zespołów.

Przygotowania nie dały jednoznacznej odpowiedzi

Raków rozpoczął sparingi od zwycięstw 2:0 z Piastem Gliwice oraz Puszczą Niepołomice. Na zgrupowaniu w Holandii przegrał 3:4 z Zulte Waregem i 1:2 z Olympiacosem, a próbę generalną zakończył remisem 1:1 z GKS-em Katowice. Dobór przeciwników był wymagający, dlatego sam bilans nie powinien być podstawą daleko idących ocen. W meczach kontrolnych Kroczek sprawdzał młodych zawodników i różne zestawienia ofensywy, a część transferów została przeprowadzona dopiero pod koniec przygotowań. Emreli dołączył kilka dni przed pierwszym spotkaniem z Vallettą, a sprzedaż Brunesa została sfinalizowana już po europejskiej inauguracji. Trener nie miał więc przez całe lato kadry w ostatecznym kształcie.

Zwycięstwo 3:1 nad Vallettą pozwoliło wykonać ważny krok w kierunku kolejnej rundy, ale przebieg spotkania nie był tak spokojny, jak sugeruje wynik. Raków przegrywał do przerwy, po wyrównaniu dopuścił rywala do rzutu karnego i rozstrzygnął mecz dopiero w ostatnim kwadransie. Z jednej strony pokazał szerokość kadry i dobrą reakcję po przerwie, z drugiej pozostawił przeciwnikowi z Malty zbyt wiele możliwości. Kalendarz szybko zweryfikuje możliwości zespołu. Po dwumeczu z Vallettą na Raków czeka przegrany pary Hammarby–Anderlecht, a więc przeciwnik znacznie mocniejszy od wicemistrza Malty. Łączenie ligi z wymagającymi eliminacjami będzie pierwszym poważnym sprawdzianem zarządzania kadrą przez Kroczka.

Raków Częstochowa nadal powinien walczyć o mistrzostwo

Czwarte miejsce nie było wynikiem na tyle słabym, aby wymagać rewolucji. Raków zakończył sezon pięć punktów za mistrzem, dotarł do finału krajowego pucharu i znalazł się w najlepszej szesnastce Ligi Konferencji. Zachował większość podstawowych zawodników, a letnie transfery wyglądają na przemyślane pod kątem wieku, uniwersalności i możliwości późniejszego rozwoju. Jednocześnie z klubu odeszli Brunes, Ivi oraz Arsenić. Pierwszy odpowiadał za gole, drugi za jakość w ostatniej tercji, a trzeci przez lata był jednym z najważniejszych wykonawców systemu obronnego. Nie są to straty, które można zignorować tylko dlatego, że większość pozostałych nazwisk nadal znajduje się w kadrze.

Mahir Emreli może być bardzo dobrym transferem, ale przychodzi po słabszym sezonie. Kwiatkowski i Jendryka mają potencjał, lecz dopiero wchodzą na poziom wymagany przez Raków. Debohi zna poważną seniorską piłkę, jednak musi nauczyć się specyficznych zasad gry częstochowskiej defensywy. Kroczek ma więc mocną drużynę, ale nie otrzymał gotowego zespołu, w którym wystarczy odtworzyć pracę poprzednika.

Realnym celem powinno być podium i walka o mistrzostwo do ostatnich kolejek. Raków ma zbyt dużą jakość, doświadczenie oraz możliwości finansowe, aby zadowolić się spokojnym miejscem gwarantującym kolejne eliminacje Ligi Konferencji. Nie jest jednak wyraźnym faworytem. Lech broni tytułu, Legia ma pełny sezon pracy Marka Papszuna bez europejskich pucharów, a Górnik i Jagiellonia pokazały, że potrafią utrzymywać się w czołówce. Częstochowianie nadal mają argumenty, aby walczyć o najwyższe miejsca. Sezon 2026/27 pokaże, czy tym razem uda się wytrzymać dłużej bez tęsknoty za Papszunem.

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img