Jeszcze rok temu przy Roosevelta zastanawiano się, jak szybko Michal Gašparík odnajdzie się w Ekstraklasie i czy Górnik Zabrze będzie w stanie osiągnąć coś więcej niż spokojne utrzymanie. Dziś punkt odniesienia jest zupełnie inny. Zabrzanie zdobyli Puchar Polski, zostali wicemistrzami kraju, wrócili do europejskich pucharów, a większościowy pakiet akcji klubu przejęła spółka Lukasa Podolskiego. Sukces sportowy, rekordowa sprzedaż zawodnika, duże transfery i długo oczekiwana zmiana właścicielska. Górnik wchodzi w nowy sezon z rozmachem, którego w Zabrzu dawno nie było. Wraz z nim pojawiły się jednak oczekiwania. Po poprzednich rozgrywkach nikt nie będzie już traktował miejsca w środku tabeli jako sukcesu. Najtrudniejsze zadanie dopiero się zaczyna. Górnik musi udowodnić, że poprzedni sezon nie był zbiegiem kilku korzystnych okoliczności, lecz początkiem czegoś trwalszego.
Wicemistrzostwo nie wzięło się z przypadku
Górnik zakończył sezon 2025/26 z 56 punktami. Wygrał 16 spotkań, osiem zremisował i dziesięć przegrał. Strzelił 50 goli, tracąc 38. Do mistrzowskiego Lecha Poznań zabrakło czterech punktów, a Jagiellonię Białystok zabrzanie wyprzedzili dzięki lepszemu bilansowi bezpośrednich spotkań. Drugie miejsce było najlepszym ligowym wynikiem klubu od 1991 roku. Nie była to drużyna zbudowana wokół jednego zawodnika – jesienią ofensywę ciągnął Ousmane Sow, później większą rolę przejęli Maksym Khlan, Lukáš Ambros i Lukáš Sadílek. Sondre Liseth pracował na środku ataku, Patrik Hellebrand odpowiadał za porządek w drugiej linii, a trzon obrony tworzyli Rafał Janicki, Josema i Erik Janža. Kiedy przestał strzelać Sow, gole zaczęli zdobywać inni. Kiedy brakowało płynności w ataku pozycyjnym, zespół potrafił wykorzystać przejście do kontry, stały fragment albo odbiór na połowie przeciwnika. Nie zawsze grał efektownie, ale rzadko sprawiał wrażenie drużyny całkowicie pozbawionej planu.
Górnik Zabrze stracił 38 ligowych bramek, co stanowiło drugi najlepszy wynik w rozgrywkach. Rywale oddali przeciwko zabrzanom najmniej celnych strzałów w całej Ekstraklasie. Janicki, Janža i Josema rozegrali po ponad trzy tysiące minut w lidze oraz Pucharze Polski. Nie chodziło więc wyłącznie o dobrą formę bramkarza. Przed własnym polem karnym funkcjonował cały mechanizm. Finał sezonu tylko potwierdził, że zespół wytrzymał presję. Górnik rozbił Radomiaka 6:2, prowadząc do przerwy 5:0, i obronił drugie miejsce. Kilka tygodni wcześniej zdobył Puchar Polski. Sukces trudno już było tłumaczyć przypadkiem albo słabością konkurencji.
Michal Gašparík obejmował Górnika jako trener ceniony na Słowacji, ale niesprawdzony poza własnym krajem. Znał Zabrze z krótkiego okresu kariery piłkarskiej, nie znał natomiast Ekstraklasy od strony szkoleniowej. Szybko okazało się, że jest właściwym wyborem. Jego zespół potrafił grać na kilka sposobów. Gašparík uporządkował ustawienie i nie próbował na siłę podporządkować wszystkiego jednemu schematowi. Latem w jego kadrze doszło jednak do kilku znaczących zmian. Najpoważniejsze zmiany zaszły w środku pola. Patrik Hellebrand przeniósł się do Korony Kielce, a Lukáš Ambros został sprzedany do Anderlechtu. Obaj grali w drugiej linii, ale wykonywali zupełnie inne zadania. Hellebrand był zawodnikiem odpowiedzialnym za rytm. W poprzednim sezonie rozegrał 39 oficjalnych meczów. Był najlepszy w całej lidze pod względem liczby celnych podań, a także liderował w odbiorach. Rzadko pojawiał się w efektownych skrótach, lecz większość akcji Górnika w pewnym momencie przechodziła przez jego nogi. W ciągu dwóch lat zanotował dla Górnika 72 występy. Ambros grał odważniej, częściej szukał podania otwierającego drogę do bramki i potrafił sam przeprowadzić piłkę między formacjami. W ostatnim sezonie zaliczył 42 kluczowe podania, pięć asyst i dwa gole. Górnik sprzedał go do Anderlechtu za rekordową w swojej historii kwotę. To bardzo dobry interes, ale jednocześnie utrata zawodnika, który w wieku 22 lat stawał się jednym z liderów zespołu.
Odeszli więc dwaj piłkarze odpowiadający za dwie różne fazy gry. Hellebrand pomagał Górnikowi dojść do pola karnego, Ambros miał otworzyć drogę do bramki. Nie wystarczy wstawić w ich miejsce jednego kreatywnego pomocnika i uznać sprawę za zamkniętą. Więcej odpowiedzialności spadnie na Jarosława Kubickiego, Lukáša Sadílka i Bastiena Donio. Każdy z nich ma swoje zalety, lecz żaden nie jest prostym następcą odchodzących Czechów. Gašparík będzie musiał zmienić podział obowiązków w całej formacji.
Górnik Zabrze osłabił środek pola, ale dokonał także kilku ciekawych wzmocnień
Najgłośniejszym transferem jest bez wątpienia Kacper Urbański. Jedenastokrotny reprezentant Polski trafił do Zabrza jako wolny zawodnik i podpisał dwuletni kontrakt z opcją przedłużenia o kolejne dwa sezony. Wcześniej rozegrał 31 spotkań dla Bologni, osiem dla Monzy i 28 dla Legii Warszawa. Znalazł się również w kadrze na mistrzostwa Europy 2024 i wystąpił we wszystkich trzech meczach reprezentacji Polski. To zawodnik, którego możliwości techniczne nie budzą większych wątpliwości. Urbański potrafi przyjąć piłkę kierunkowo, minąć rywala w środku pola i znaleźć partnera pomiędzy liniami. Może występować jako ofensywny pomocnik, jedna z dwóch „ósemek” albo zawodnik schodzący do rozegrania z bocznego sektora. Nie należy jednak przedstawiać go jako gotowego rozwiązania wszystkich problemów. Ostatni sezon w Legii zakończył z jedną bramką i trzema asystami w 28 występach. Wcześniej stracił miejsce w Bologni, a wypożyczenie do Monzy nie odwróciło tej sytuacji. Do Górnika przychodzi zawodnik z ogromnym potencjałem, ale również po niezwykle rozczarowującym okresie przy Łazienkowskiej. Pierwsze oficjalne spotkania pokazały, że Gašparík nie zamierza długo czekać. Urbański rozpoczął w podstawowym składzie zarówno mecz o Superpuchar Polski z Lechem, jak i wyjazdowe starcie z Fenerbahçe. W Poznaniu napędził kontratak zakończony golem Khlana. W Stambule został ustawiony głębiej, obok Sadílka, i musiał wykonywać znacznie więcej pracy bez piłki. Może przejąć część zadań Ambrosa. Trudniej będzie mu zastąpić Hellebranda. Jeżeli Górnik oczekuje od Urbańskiego jednocześnie prowadzenia gry, tworzenia sytuacji i regularnych liczb, szybko obciąży go zbyt dużą odpowiedzialnością.
Pozostałe ruchy również trudno sprowadzić do poszerzania kadry. Klub szukał zawodników z konkretnymi cechami, a przy okazji zwracał uwagę na wiek oraz możliwość późniejszej sprzedaży. Bruno Durdov ma dopiero 18 lat, ale rozegrał już 27 ligowych spotkań dla Hajduka Split. Zdobył trzy bramki i zaliczył asystę, a wcześniej otrzymywał szanse od Gennaro Gattuso. To lewonożny skrzydłowy występujący najczęściej po prawej stronie. Lubi schodzić do środka i szukać strzału. Górnik nie powinien wymagać od niego natychmiastowej regularności, ale trudno też traktować go wyłącznie jako inwestycję do spokojnego wprowadzania przez dwa lata. Znacznie więcej doświadczenia ma Peter Federico. 23-letni reprezentant Dominikany wychował się w Realu Madryt, rozegrał 35 spotkań w La Lidze i 36 na jej zapleczu. Poprzedni sezon spędził w Realu Valladolid, dla którego zdobył sześć bramek i zanotował asystę. Może występować na obu skrzydłach, choć najlepiej czuje się po prawej stronie. Podpisał umowę do 2029 roku. Jego kariera nie rozwinęła się w Realu tak, jak mógł zakładać po debiucie w pierwszej drużynie, ale wciąż mówimy o piłkarzu mającym obycie na poziomie niedostępnym dla większości ligowych skrzydłowych. W Górniku powinien otrzymać większą odpowiedzialność i regularność. Pytanie, czy przełoży technikę oraz szybkość na powtarzalne liczby.
W defensywie pojawił się Maximilian Dietz. Amerykanin niemieckiego pochodzenia przez trzy ostatnie sezony rozegrał 90 spotkań dla Greuther Fürth. Może występować jako stoper albo defensywny pomocnik, co już wykorzystano przeciwko Fenerbahçe. Jego transfer zwiększa możliwości rotacji i pozwala Gašparíkowi przechodzić między różnymi ustawieniami bez dokonywania kilku zmian jednocześnie. Klub wykupił również Ondřeja Zmrzłego ze Slavii Praga. Czech trafił do Zabrza dopiero pod koniec lutego, rozegrał 12 spotkań i nie zdążył jeszcze pokazać pełni możliwości. Może zastąpić Janžę albo występować wyżej, co przy intensywnym kalendarzu będzie miało znaczenie.
Napastników jest więcej, gwarancji bramek nadal brakuje
Górnik Zabrze nie miał w poprzednim sezonie klasycznej dziewiątki zdobywającej kilkanaście lub dwadzieścia bramek. Sondre Liseth zakończył rozgrywki z ośmioma golami i dwiema asystami w 35 spotkaniach. Dawał zespołowi pracę bez piłki, pojedynki z obrońcami oraz możliwość bezpośredniego zagrania, lecz nie był seryjnym strzelcem. Rywalizację ma zwiększyć Erik Prekop. Słowak podpisał kontrakt do 2029 roku. W Czechach zdobył 19 bramek dla Hradca Králové, po 14 dla Bohemiansa oraz Baníka Ostrawa, a poprzedni sezon zakończył w Slavii Praga z jednym golem i dwiema asystami. Największym atutem Prekopa jest intensywność. Potrafi wrócić po piłkę, pressować stoperów i stworzyć miejsce dla skrzydłowych. To transfer pasujący do Górnika, ale również nie daje pewności kilkunastu bramek. Prekop i Liseth mają podobne zalety – są pracowici, fizyczni i przydatni dla zespołu. Żaden nie udowodnił dotąd, że może przez cały sezon należeć do najskuteczniejszych napastników ligi.
Dlatego tak ważny pozostaje Maksym Khlan. Ukrainiec zakończył poprzednie rozgrywki z ośmioma golami i pięcioma asystami. Był najlepszym dryblerem Górnika, pięciokrotnie trafiał do jedenastki kolejki i szczególnie dobrze wyglądał wiosną. Nowy sezon rozpoczął od bramki przeciwko Lechowi w Superpucharze. Obok niego pojawili się Federico i Durdov, a z wypożyczenia wrócił Taofeek Ismaheel. Nigeryjczyk zakończył przygotowania dwoma golami przeciwko FC Nordsjælland. Górnik ma więc sporo szybkości na skrzydłach, lecz musi zamienić ją na konkrety. Samo wygrywanie pojedynków nie wystarczy, jeżeli napastnik pozostanie odcięty od podań.
Nowy bramkarz od razu dostał miejsce w składzie
Marcel Łubik po zakończeniu wypożyczenia wrócił do Augsburga. Górnik odpowiedział sprowadzeniem Philippa Schulzego z SC Verl. 23-letni Niemiec rozegrał w tym klubie 85 spotkań na trzecim poziomie rozgrywkowym i 22 razy zachował czyste konto. Podpisał kontrakt do 2029 roku z opcją przedłużenia. Gašparík od razu postawił na niego w Superpucharze i eliminacjach Ligi Mistrzów. Początek nie był idealny. Przeciwko Lechowi Schulze odbił przed siebie strzał, po którym padła trzecia bramka. W Stambule mógł zachować się lepiej przy rzucie wolnym Taliski. Jednocześnie w kilku innych sytuacjach bronił pewnie i nie sprawiał wrażenia zawodnika przytłoczonego wagą spotkania. Zmiana bramkarza zawsze wpływa na funkcjonowanie defensywy. Łubik dobrze znał zachowania Janickiego, Josemy i Janžy. Schulze dopiero buduje z nimi komunikację. Zachowanie podstawowej trójki obrońców powinno mu pomóc, ale pierwsze błędy są przypomnieniem, że nie każda zmiana zaskoczy od razu.
Okres przygotowawczy wypadł solidnie. Zabrzanie pokonali Puszczę Niepołomice, Hallescher FC oraz FC Nordsjælland, zremisowali z WSG Tirol i przegrali 1:2 z Red Bullem Salzburg. Rywale byli odpowiednio dobrani, a zespół miał okazję mierzyć się zarówno z drużynami ustawionymi niżej, jak i przeciwnikami potrafiącymi narzucić wysokie tempo. Prawdziwy sprawdzian przyniosły dopiero mecze oficjalne. W Superpucharze Górnik objął prowadzenie z Lechem, lecz ostatecznie przegrał 1:3. Początkowo dobrze korzystał z przejścia do ataku, ale po przerwie pozwolił mistrzowi Polski przejąć kontrolę.
Stambule plan był inny. Górnik przede wszystkim bronił i długo utrzymywał wynik dający nadzieję przed rewanżem. Przegrał z Fenerbahçe 0:1, ale dysproporcja była wyraźna – gospodarze oddali 13 strzałów, zabrzanie tylko jeden. Defensywa poradziła sobie przyzwoicie, ofensywa praktycznie nie istniała. Nie jest to powód do alarmu. Fenerbahçe ma kadrę zbudowaną za zupełnie inne pieniądze. Spotkanie pokazało jednak, że Górnik wciąż najlepiej czuje się wtedy, gdy może atakować przestrzeń. Kiedy zostaje zepchnięty głęboko i musi wyprowadzić piłkę spod silnego pressingu, odejście Hellebranda oraz Ambrosa staje się szczególnie widoczne.
Podolski przejął klub, ale nie będzie szastał pieniędzmi
Zmiana właścicielska kończy jeden z najdłużej trwających tematów wokół Górnika. LP Holding GmbH, spółka Lukasa Podolskiego, przejęła 86 procent akcji. Były reprezentant Niemiec zakończył karierę piłkarską i przeszedł bezpośrednio do roli właściciela. Już pierwsze tygodnie pokazały większą swobodę transferową. Urbański, Federico, Dietz czy Durdov nie są zawodnikami, których łatwo byłoby sprowadzić wyłącznie dzięki miejscu w tabeli. Znaczenie mają ambicje, europejskie puchary, stadion pełen kibiców i nazwisko Podolskiego. Nie oznacza to, że Górnik Zabrze nagle zacznie rywalizować budżetem z najbogatszymi klubami. Rekordowa sprzedaż Ambrosa pokazuje kierunek, który może okazać się ważniejszy niż pojedyncze kosztowne zakupy. Klub sprowadził młodego piłkarza, rozwinął go, odniósł z nim sukces i zarobił dużą kwotę. Podobny potencjał mają Durdov, Urbański, Dietz czy Federico. Największym zagrożeniem byłoby uznanie poprzedniego sezonu za punkt, od którego każdy kolejny wynik musi być jeszcze lepszy. Górnik nie ma obowiązku co roku zdobywać trofeum. Powinien jednak pozostać klubem podejmującym logiczne decyzje, zdolnym regularnie walczyć o miejsca pucharowe.
Kadra Górnika wygląda szerzej niż rok temu. W obronie zachowano układ, do którego dołączył Dietz. Na skrzydłach pojawili się Federico i Durdov, wrócił Ismaheel, a w ataku Prekop zwiększył konkurencję dla Lisetha. Urbański może być jednym z najlepszych piłkarzy Ekstraklasy. Równocześnie zabrzanie stracili dwóch najważniejszych pomocników. Hellebrand odpowiadał za spokój i powtarzalność, Ambros za przyspieszenie oraz ostatnie podanie. Ich następców nie da się wskazać jednym ruchem. Zespół musi nauczyć się funkcjonować trochę inaczej. Realnym celem pozostaje czołowa szóstka i walka o europejskie puchary. Ponowne podium byłoby dużym sukcesem, szczególnie przy grze na kilku frontach. Górnik Zabrze ma do tego wystarczająco dużo jakości, ale nie tak dużą przewagę nad rywalami, aby traktować wicemistrzostwo jako punkt wyjścia do kolejnego sezonu. W poprzednich rozgrywkach zabrzanie byli drużyną, która wykorzystała niemal wszystko, co miała. Teraz możliwości są większe, lecz więcej jest również niewiadomych. Nowi zawodnicy muszą szybko wejść w zespół, Urbański odzyskać regularność, a Gašparík znaleźć sposób na rozegranie bez Hellebranda i Ambrosa. Zdobycie Pucharu Polski i wicemistrzostwa pozwoliło Górnikowi wrócić do krajowej czołówki. Sezon 2026/27 pokaże, czy potrafi się w niej zadomowić.



