Korona Kielce przez kilka ostatnich lat była drużyną, która celowała jedynie w spokojne utrzymanie. Budżet pozostawał ograniczony, kadra miała swoje braki, a kolejne sezony często sprowadzały się do walki o bezpieczny dystans nad strefą spadkową. W takich warunkach liczył się wynik. Styl, rozwój zawodników czy miejsce w górnej połowie tabeli schodziły na dalszy plan, ale to już przeszłość. Klub dysponuje budżetem zbliżonym do 50 milionów złotych, pobił własny rekord transferowy i sprowadził kilku zawodników, o których jeszcze niedawno w Kielcach można było pomarzyć. Właściciel Łukasz Maciejczyk zwiększył możliwości finansowe, a Jacek Zieliński przed inauguracją rozgrywek otwarcie przyznał, że jego drużynę stać na włączenie się do walki o pierwszą szóstkę. To nadal nie jest Korona, którą należy wpisywać do grona kandydatów do mistrzostwa. Ma jednak wystarczająco dużo jakości, aby nie spędzać kolejnej wiosny na liczeniu punktów potrzebnych do utrzymania. Poprzeczka została podniesiona.
Poprzedni sezon skończył się niedosytem
Korona zakończyła rozgrywki 2025/26 na jedenastym miejscu. W 34 kolejkach zdobyła 43 punkty, wygrała 11 spotkań, dziesięć zremisowała i trzynaście przegrała. Bilans bramkowy 40:40 mówi wiele – Kielczanie nie należeli do najsłabszych drużyn ligi, ale trudno było znaleźć element, w którym zdecydowanie wyróżniali się na tle konkurencji. Najlepszy okres przypadł na początek jesieni. Korona potrafiła wysoko pokonać Radomiaka i Lechię, wygrała w Niecieczy, poradziła sobie z Pogonią Szczecin, a przy okazji długo utrzymywała pozycję w spokojnej części tabeli. Później zabrakło regularności. Zespół potrafił ograć Legię w Warszawie, aby chwilę później ponownie stracić rytm i znaleźć się w sytuacji, w której utrzymanie trzeba było przypieczętować dopiero w przedostatniej kolejce. Zwycięstwo 1:0 z Widzewem zapewnił Dawid Błanik. Skrzydłowy zakończył sezon z dziewięcioma golami i trzema asystami w lidze. Był najlepszym strzelcem Korony, choć część wiosny spędził poza podstawowym składem. Drużyna nie miała drugiego zawodnika, który równie regularnie dawałby gole.
Zimą do Kielc trafił Mariusz Stępiński. Napastnik zdobył cztery bramki w 15 występach, w tym dwa gole w debiucie przeciwko Legii. Pomógł, ale nie zdołał samodzielnie odmienić ofensywy. Korona nadal miała mecze, w których długo utrzymywała się przy piłce, lecz niewiele z tego wynikało. Zbyt wiele zależało od Błanika, stałych fragmentów albo pojedynczego błędu przeciwnika. Jedenaste miejsce było więc wynikiem zgodnym z tym, co Korona pokazywała przez cały sezon. Nie zasłużyła na spadek, ale nie zrobiła również wystarczająco dużo, aby włączyć się do gry o coś więcej.
Hellebrand to nie tylko rekord transferowy
Sprowadzenie Patrika Hellebranda za około 1,7 miliona euro zmieniło sposób, w jaki należy patrzeć na ambicje klubu. Korona Kielce nigdy wcześniej nie zapłaciła za jednego zawodnika takiej kwoty. Nie kupiła przy tym piłkarza, którego wartość opiera się głównie na potencjale – sięgnęła po jednego z najlepszych środkowych pomocników poprzedniego sezonu Ekstraklasy. Hellebrand przez dwa lata rozegrał dla Górnika Zabrze 72 spotkania. W ostatnich rozgrywkach wystąpił 39 razy, zdobył cztery bramki, zanotował dwie asysty i sięgnął po Puchar Polski. Zadebiutował też w reprezentacji Czech. Najwięcej daje przy wyprowadzaniu piłki, wychodzeniu spod pressingu i ustawianiu się w miejscu, z którego można płynnie przenieść grę na połowę rywala. W poprzednim sezonie Korona często potrzebowała kilku podań, aby przesunąć akcję o kilkanaście metrów. Kiedy przeciwnik podchodził wyżej, pojawiał się problem z utrzymaniem piłki i znalezieniem wolnego zawodnika w środku. Hellebrand powinien ograniczyć liczbę takich sytuacji. Potrafi przyjąć futbolówkę pod presją, odwrócić się i zagrać do przodu, zamiast automatycznie wycofywać ją do obrońców. Jego przyjście zwiększa również możliwości Jacka Zielińskiego. Czech może występować jako jeden z dwóch środkowych pomocników, ale także nieco wyżej. Obok niego może zagrać bardziej defensywnie ustawiony Kamil Jakubczyk albo zawodnik o profilu zbliżonym do rozgrywającego. Wysoka kwota będzie jednak wracać przy każdej słabszej serii. W Kielcach nikt nie zapłacił 1,7 miliona euro za dyskretnego pomocnika wykonującego niewidoczną pracę. Od Hellebranda oczekuje się, że stanie się liderem i pomoże Koronie wejść na poziom, którego wcześniej nie potrafiła utrzymać.
Kamil Jakubczyk nie wywołał takiego zainteresowania jak transfer Hellebranda, ale może okazać się równie ważny dla równowagi drużyny. 21-latek w poprzednim sezonie rozegrał 33 oficjalne spotkania dla Arki Gdynia, zdobył trzy bramki i zanotował asystę. Może występować jako defensywny pomocnik, klasyczna „ósemka” albo zawodnik ustawiony bliżej pola karnego. Podpisał kontrakt do czerwca 2030 roku, więc jest również inwestycją na przyszłość. Do tego dochodzą Martin Remacle, Tamar Svetlin, Simon Gustafson i Nono. Remacle przedłużył umowę do 2028 roku. W poprzedniej kampanii wystąpił 36 razy, zdobył trzy bramki i zaliczył asystę. Nie jest już zawodnikiem, na którym musi spoczywać cała odpowiedzialność za rozegranie. Przy Hellebrandzie może częściej pojawiać się w okolicy pola karnego, gdzie czuje się najlepiej. Svetlin ma za sobą pierwszy pełny sezon w Ekstraklasie i powinien zrobić kolejny krok. Gustafson dołączył zimą z dużym nazwiskiem, lecz w 14 ligowych występach nie zdobył bramki. Jego pierwsze miesiące trudno nazwać udanymi, chociaż Szwed pokazywał jakość przy stałych fragmentach oraz grze na małej przestrzeni. Pełny okres przygotowawczy powinien pomóc mu w lepszym zrozumieniu ligi. Na papierze Korona może wystawić drugą linię, której nie musiałaby się wstydzić większość klubów z ligowej czołówki. Problemem może być znalezienie właściwych proporcji. Hellebrand, Remacle, Gustafson i Svetlin lubią mieć piłkę przy nodze. Nie każdy z nich równie dobrze funkcjonuje wtedy, gdy zespół musi szybko wrócić za akcją przeciwnika.
Zieliński będzie miał wybór, ale będzie też musiał podjąć kilka niepopularnych decyzji. Przy takiej konkurencji ktoś o uznanym nazwisku regularnie usiądzie na ławce.
Mosór zastępuje Restę, ale nie jeden do jednego
Najważniejszym odejściem z defensywy jest Pau Resta. Hiszpan przez dwa sezony rozegrał dla Korony 54 spotkania, zdobył osiem bramek i zanotował dwie asysty. Był agresywny, dobrze radził sobie w pojedynkach i dawał spore zagrożenie po stałych fragmentach. GKS Katowice pozyskał nie tylko podstawowego stopera, ale również jednego z najskuteczniejszych obrońców w lidze. W jego miejsce sprowadzono Ariela Mosóra. 23-latek podpisał kontrakt aż do 2030 roku. W Piaście Gliwice rozegrał 97 oficjalnych spotkań i należał do czołowych młodych stoperów w kraju. Po transferze do Rakowa jego rozwój wyhamował. W poprzednim sezonie wystąpił tylko 14 razy we wszystkich rozgrywkach. Korona może więc dużo zyskać, ale nie sprowadziła zawodnika znajdującego się w idealnym momencie kariery. Mosór potrzebuje regularnej gry i odbudowania formy. Ma szybkość, potrafi bronić dalej od własnej bramki i dobrze radzi sobie w powietrzu. Jeżeli wróci do poziomu z najlepszych miesięcy w Piaście, będzie wzmocnieniem. Jeżeli dłużej będzie dochodził do rytmu, brak Resty może być odczuwalny.
Zieliński testował podczas przygotowań ustawienie z czterema obrońcami, chociaż nie wykluczył powrotu do systemu z trójką stoperów. To ważna zmiana. W poprzednim sezonie Korona często korzystała z trzech środkowych obrońców i wahadłowych. Latem sprowadziła Norberta Barczaka, który powinien zapewnić większą swobodę po prawej stronie. 20-latek poprzedni sezon spędził w Puszczy Niepołomice. W 30 meczach I ligi zdobył dwie bramki i zaliczył cztery asysty. Jest szybki, aktywny i potrafi włączyć się do ataku, ale nie ma jeszcze doświadczenia z regularnej gry w Ekstraklasie. Nie należy oczekiwać, że od pierwszej kolejki rozwiąże wszystkie problemy na boku obrony.
Stępiński dostał opaskę i dużą odpowiedzialność
Nowym kapitanem został Mariusz Stępiński. To logiczna decyzja. Ma doświadczenie z reprezentacji Polski, Ligue 1, Serie A oraz ligi cypryjskiej, a po zimowym transferze szybko odnalazł się w szatni. Jego umowa została przedłużona do czerwca 2028 roku. Korona Kielce potrzebuje jednak od niego czegoś więcej niż charakteru i pracy dla zespołu. Stępiński ma strzelać gole. Cztery trafienia w 15 meczach po zimowym transferze były przyzwoitym początkiem, lecz w całym sezonie taki wynik nie wystarczy napastnikowi drużyny walczącej o pierwszą szóstkę. Za jego plecami brakuje sprawdzonego konkurenta. Klub liczy na młodego Daniela Bąka, ale trudno już teraz oczekiwać, że będzie regularnie rozstrzygał mecze Ekstraklasy. Morgan Fassbender może występować na środku ataku, jednak najlepiej czuje się na skrzydle. W poprzednim sezonie rozegrał 29 spotkań dla Bruk-Betu Termaliki, zdobył trzy bramki i zanotował dwie asysty. To zawodnik szybki, silny i przydatny przy bardziej bezpośredniej grze, ale nie jest klasycznym konkurentem dla Stępińskiego. Właśnie ofensywa pozostaje najsłabiej zabezpieczoną częścią kadry. Na skrzydłach są Błanik, Wiktor Długosz i Fassbender. Kornel Toboła czy Konrad Ciszek mogą otrzymywać szanse, lecz nadal zbierają doświadczenie. Kontuzja Stępińskiego albo dłuższa obniżka formy Błanika może mocno ograniczyć możliwości trenera.
Sparingi były sygnałem ostrzegawczym
Przygotowania rozpoczęły się od zwycięstwa 4:0 z MFK Zemplín Michalovce. Stępiński trafił już w drugiej minucie, Błanik zdobył dwie bramki, a wynik ustalił Igor Chmielewski. Początek wyglądał obiecująco. W trzech kolejnych spotkaniach Korona nie strzeliła już ani jednego gola. Bezbramkowo zremisowała z Omonią Nikozja oraz Stalą Rzeszów, a w próbie generalnej przegrała 0:2 z Bruk-Betem Termalicą. Kielczanie potrafili dłużej utrzymywać się przy piłce, ale mieli problem z tworzeniem klarownych okazji. Przeciwko Termalice zostali dodatkowo dwukrotnie złapani po zagraniach za linię obrony. Nie ma sensu wyciągać daleko idących wniosków z wyników meczów kontrolnych. Składy były zmieniane, Mosór i Barczak dołączyli już w trakcie przygotowań, a Fassbender został zakontraktowany dopiero tuż przed inauguracją ligi. Trzech kolejnych spotkań bez strzelonego gola nie można jednak zignorować. Korona ma pomocników potrafiących grać w piłkę, ale nadal musi poprawić zachowanie w ostatniej tercji. Samo posiadanie nie wystarczy, jeżeli brakuje ruchu za plecy obrońców, wejść skrzydłowych do środka i zawodników pojawiających się obok Stępińskiego.
Korona Kielce zrobiła latem kilka bardzo dobrych transferów. Hellebrand powinien być jednym z najlepszych pomocników drużyny, Mosór ma potencjał, aby odbudować pozycję czołowego polskiego stopera, Jakubczyk zwiększa możliwości w środku, a Barczak i Fassbender dają trenerowi nowe rozwiązania. Pozostał również kręgosłup poprzedniego zespołu: Dziekoński, Soteriou, Remacle, Svetlin, Gustafson, Błanik i Stępiński. Nie trzeba więc budować wszystkiego od początku. Pierwsza szóstka jest celem ambitnym, lecz możliwym do osiągnięcia. Korona musi jednak poprawić wynik wyjazdowy, zdobywać więcej niż 40 bramek i przestać uzależniać ofensywę od dyspozycji jednego skrzydłowego. Powinna też szybko ustalić podstawowe ustawienie. Ciągłe przechodzenie między trójką i czwórką obrońców może dawać elastyczność, ale równie dobrze utrudnić zbudowanie automatyzmów.
Jacek Zieliński ma kontrakt do końca sezonu i skład mocniejszy niż rok temu. W poprzednich miesiącach mógł tłumaczyć część problemów ograniczeniami kadrowymi. Teraz tych „wymówek” będzie znacznie mniej. Przez kilka lat Korona była groźna przede wszystkim dzięki charakterowi. Teraz do charakteru dołożono piłkarską jakość i duże pieniądze. Sezon 2026/27 pokaże, czy w Kielcach potrafią zrobić z tego drużynę, która naprawdę zacznie liczyć się w lidze.



