GKS Katowice wrócił do Europy i zaczął od gola. W Żylinie poniósł jednak porażkę

Po 23 latach GKS Katowice wrócił do gry w Europie. W sezonie 2003/2004 zespół odpadł po dwóch remisach z Cementarnicą Skopje. Teraz mierzyli się niedaleko od domu – bo w oddalonej 117 kilometrów od stolicy Górnego Śląska Żylinie. Tamtejszy MŠK okazał się jednak mocniejszy, choć to Katowiczanie pierwsi strzelili gola.

Słowacki klub albo nie posiada działu analiz, albo zatrudnia tam niezbyt znających się na robocie analityków. Każdy, kto obejrzał chociaż jeden mecz GieKSy w poprzednim sezonie wie, że najgroźniejsza ekipa Rafała Góraka jest w powietrzu, a najlepiej, gdy piłkę ze stojącej piłki dogrywa Bartosz Nowak. I co? 6. minuta, Lukas Klemenz uprzedza po dośrodkowaniu z narożnika bramkarza rywali i pakuje piłkę do siatki. Nikt – oprócz zawodników MŠK Žilina – nie był zaskoczony takim rozegraniem i efektem.

GKS Katowice stracił rezon i oddał inicjatywę

GKS Katowice pewnie wszedł w mecz, rozpoczął od narzucenia swojego stylu gry i starał się rządzić na boisku. Potwierdził to szybko strzelonym golem, lecz okazało się, że będzie tylko gorzej. W poczynaniach ekipy trenera Góraka zaczęła się pojawiać jakaś dziwna nerwowość. Nagle mieliśmy złe decyzje, niecelne podania i dziwną bojaźliwość. Katowiczanie nastawili się bardziej defensywnie, co rywal błyskawicznie zaczął wykorzystywać. Gabriel Kobylak po jednym z poślizgnięć Arkadiusza Jędrycha wyciągnął sytuację sam na sam, jednakże przy rzucie karnym z 29. minuty nie miał szans. Miroslav Káčer trafił od słupka i mieliśmy remis. Nikt nie mógł być zadowolony z postawy polskiej drużny, a po przerwie zrobiło się jeszcze gorzej. František Kóša miał w 47. minucie zbyt dużo miejsca przed polem karnym więc oddał strzał. Kobylak mógł pewnie interweniować lepiej, ale zbił tylko piłkę do boku, gdzie już nabiegał Timotej Hranica.

Gol na 2:1 całkowicie podciął GieKSie skrzydła. Środek pola tworzony przez Jesse Boscha i Sebastiana Milewskiego nie dawał żadnych pozytywów, a trener Górak musiał interweniować. Słabo wyglądających Katowiczan ratować musieli Adam Zreľák, Kacper Łukasiak i Eman Marković. Słowacki napastnik dał o wiele więcej niż Ilya Shkurin, lecz powiedzmy sobie szczerze – to nie jest wyczyn. Łukasiak i Marković na pewno wprowadzili trochę dynamiki, jednak to wciąż było za mało. GKS Katowice nie potrafił przejąć inicjatywy i stworzyć sobie zagrożenia pod bramką Jakuba Badžgoňa. Ten przez większość meczu był bezrobotny. W końcówce polska drużyna próbowała jeszcze doprowadzić do remisu, ale to MŠK Žilina była bliżej podwyższenia. W kluczowym momencie nogę zostawił na szczęście Alan Czerwiński i zanotował bardzo ważną interwencję obronną.

GKS Katowice na Słowacji poniósł porażkę, lecz zachowuje szanse na dalszą walkę. Jedna bramka to nie jest duża strata. Za tydzień zagrają przed swoją publicznością – choć trzeba przyznać, że już na stadionie w Żylinie można było się poczuć, jak na Nowej Bukowej.

MŠK Žilina – GKS Katowice 2:1 (k. Káčer 29′, Hranica 47′ – Klemenz 6′)

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img