Taki komunikat dzień po bolesnej i zawstydzającej porażce w rozgrywkach Pucharu Polski z trzecioligowcem nie oznacza niczego dobrego. Rafał Ulatowski przestał pełnić obowiązki dyrektora sportowego Zagłębia Lubin. Utrata pracy może mieć związek ze wspominaną przegraną z Siarką Tarnobrzeg. A może coś więcej?
Za błędy trzeba płacić?
Nie po raz pierwszy w Lubinie, ale pierwszy raz w takiej roli kibice Zagłębia mogli zobaczyć działacza i trenera. Rafał Ulatowski w przeszłości pracował już dla Zagłębia – prawie dwadzieścia lat temu pełnił rolę asystenta Czesława Michniewicza. Następnie przejął po nim zespół w roli pierwszego szkoleniowca. Po latach wrócił do klubu jako nowy dyrektor sportowy. Pracę zaczął w lipcu ubiegłego roku. Jego „przygoda” transferowa potrwała niespełna ponad rok.
Tak na gorąco to bardzo trudno powiedzieć, jakie są bezpośrednie powody tego rozstania. Jednak w kwestii transferów działo się ostatnio w Lubinie całkiem sporo. Najwięcej mówi się w mediach oczywiście o ostatecznie nieudanej sprzedaży Marcela Reguły, który nadal pozostaje w kadrze Zagłębia i chyba wolałby jeszcze zaczekać z wyjazdem zagranicznym. Klubowi pieniądze z transferu swojego talentu byłby bardzo potrzebne pod kątem zasypania licznych zaległości finansowych. Do tego tego lata już nie dojdzie.
Bardzo możliwe, że porażka w Pucharze Polski jeszcze bardziej przekonała szefostwo Zagłębia o dokonaniu czystek w gabinecie. Niesprzedanie Marcela Reguły to jak widać błąd tylko i wyłącznie Rafała Ulatowskiego. Za to zapłacił posadą, a trzeba powiedzieć, że swoją pracę wykonywał całkiem nieźle. Ewidentnie Ulatowski szukał transferów potrzebnych klubowi i takich, które pasują zespołowi. Lubinianie szli do przodu pod każdym kątem, a wspominana niedokonana transakcja tylko to potwierdza. Prędzej czy później Reguła zostanie sprzedany za nie byle jakie pieniądze. Dlatego szkoda, że już wtedy nie będzie w klubie Ulatowskiego, który najprawdopodobniej znowu wróci do roli eksperta w poszczególnych stacjach telewizyjnych.



