Świątek przegrała z Chwalińską i z kontuzją… Smutny koniec polskiego starcia

W sobotnie popołudnie fani tenisa dostali niemałą ucztę. Doszło do polskiego starcia, w którym Iga Świątek zmierzyła się z Mają Chwalińską w półfinale turnieju w Wuhan. Świątek po zwycięstwie 6:4, 6:1 nad Ann Li awansowała do zaledwie czwartego w tym sezonie półfinału. Jak na jej standardy stało się to jednak zdecydowanie zbyt późno. Do tej pory mierzyła się wyłącznie z nierozstawionymi rywalkami, rozpoczynając od szczęśliwej przegranej Magdaleny Fręch, a następnie pokonując Ashlyn Krueger. Wszystkie rywalki pokonała bez straty seta. Była liderka rankingu chciała zachować swoje szanse na awans do turnieju WTA Finals. By tak się stało, musiała dotrzeć do finału w Wuhan.

Na jej drodze stanęła Maja Chwalińska, która awansowała do trzeciego w karierze półfinału turnieju WTA, a zarazem pierwszego na poziomie WTA 1000. W piątek pokonała Marię Sakkari 6:0, 3:6, 7:5. Wcześniej odniosła zwycięstwa nad Marie Bouzkovą, mimo straty seta, oraz nad Ivą Jović, bez straty seta. Polki zmierzyły się drugi raz w historii. Jedyny dotychczasowy mecz, rozegrany przed laty w ramach turnieju ITF w Sztokholmie, Iga Świątek wygrała bez straty seta.

Pokaz swojego najlepszego tenisa

Obie polskie tenisistki wyszły na to starcie z bojowym nastawieniem. Stawka meczu była ogromna. Starały się grać i pokazać to, co mają najlepszego. Iga atakowała i próbowała swoich sił licznymi returnami. Wyszła na spotkanie bardzo skupiona i skoncentrowana. Robiła wszystko, by możliwie jak najszybciej kończyć swoje akcje. Wiedziała, że jej rywalka bardzo dobrze się broni i potrafi przeciągać wymiany, ostatecznie je wygrywając. Maja grała swój ulubiony tenis. Pozwalała Świątek się męczyć i czekała na swoje okazje. Próbowała zagrań mijających, lobów czy skrótów. Polki dawały koncert w Wuhan i pokazywały, że nie przez przypadek znalazły się w półfinale tego turnieju.

Pierwsze przełamanie przyszło w piątym gemie. Maja Chwalińska przełamała Igę, lecz nie nacieszyła się przewagą zbyt długo. Świątek natychmiast odrobiła stratę. Włączyła piąty bieg, rozpędzając się na tyle, że nie było co zbierać. Od stanu 2:3 z jej perspektywy wygrała trzy gemy z rzędu. Gdy wydawało się, że Świątek domknie pierwszego seta, do głosu doszedł nieustępliwy charakter Mai Chwalińskiej. Polka obroniła dwie piłki setowe i serwowała przy stanie 4:5, by przedłużyć swoje szanse na wygranie pierwszej partii. Ostatecznie doprowadziła do wyrównania, pokazując swojej rywalce, że od niej za darmo nic nie dostanie. Dwie piłki setowe poszły w zapomnienie i Świątek musiała na nowo budować swoją przewagę na korcie.

Po tym, jak Iga wygrała trzy gemy z rzędu, tym samym odpowiedziała Maja Chwalińska. Niżej rozstawiona tenisistka ostatecznie wygrała pierwszego seta 7:5. Trzeba jednak wspomnieć o problemach zdrowotnych Igi Świątek. Wyczerpujące starcie dawało się byłej liderce rankingu WTA we znaki. Przy stanie 5:6 nastąpiła przerwa medyczna, a następnie zejście z kortu w przerwie między setami. Nie wyglądało dobrze lewe udo naszej mistrzyni…

Przegrana ze zdrowiem

Problemy zdrowotne Igi Świątek były ogromne. Męczyła się strasznie. Ewidentnie nie grała na 100% swoich możliwości. Z trudem poruszała się po korcie, już nie tylko walcząc z rywalką, ale i z własnym zdrowiem. Jeżeli Iga próbuje grać skróty, to coś jest zdecydowanie nie tak. W pierwszym gemie drugiego seta Maja Chwalińska przełamała Igę, przybliżając się tym samym do zwycięstwa w całej rywalizacji. Świątek przegrała nie tylko z Mają Chwalińską, ale musiała również zmagać się z kontuzją. Nie była w stanie dogonić dobrze grającej w tym meczu polskiej tenisistki.

Szacunek dla Igi Świątek, że mimo problemów zdrowotnych dokończyła to spotkanie. Niewykluczone, że gdyby po drugiej stronie siatki znajdowała się inna tenisistka, Iga już dawno by skreczowała. Walczyła do końca, mimo bólu. Ostatecznie w drugiej partii była w stanie wygrać tylko jednego gema. Świątek oddala się od udziału w WTA Finals. Chwalińska awansowała do finału WTA 1000 w Wuhan. Jej rywalką będzie Brytyjka Sonay Kartal. Smutny koniec polskiego starcia. Idze pozostaje życzyć zdrowia i odpoczynku, a Mai pierwszego tak wielkiego wygranego turnieju, na który jak najbardziej sobie zapracowała.

Iga Świątek – Maja Chwalińska 0:2 (5:7, 1:6)

Mateusz Topolski
Mateusz Topolski
Pasjonat futbolu, najlepiej w wydaniu polskim, włoskim i hiszpańskim. Wierny fan Lecha Poznań i wszystkiego co romantyczne oraz inspirujące w piłce nożnej. Poza tym chętnie spoglądam na F1, tenis ziemny i siatkówkę.

Podobne

AUTOPROMOCJA Masz dziecko w wieku 7–18 lat? Sprawdź bezpłatną grę edukacyjną Misja: Bezpieczni →