Miał być wielki rewanż w Sztokholmie i odkupienie win po nieudanym barażu, ale reprezentacja Polski wraca do Warszawy z niczym. No, prawie niczym, bo mimo porażki w końcu udało się trafić do siatki. Biało-czerwoni zagrali na dużo większej intensywności niż z Bośnią, jednak znów dobre były zaledwie momenty, a nie cały obraz gry.
Po takich meczach przybywa zarówno krytyków, jak i entuzjastów naszej reprezentacji. Ci drudzy będą bronić stylu, zwracać uwagę na wyraźną poprawę gry i przekonywać, że widać kierunek, w którym zmierza kadra. Ci pierwsi pewnie szyderczo się uśmiechną i wskażą palcem na tabelę, w której Polacy po dwóch meczach mają jeden punkt. Wiadomo, wynik jest ważny, ale w ocenach najważniejsza jest indywidualna postawa zawodników i właśnie na nią zwracaliśmy uwagę, wystawiając noty w skali 1–10.
Marcin Bułka – 6
Kolejny solidny mecz bramkarza Neomu. Oczywiście ciężko mówić o wybitnym spotkaniu, gdy puszczasz trzy bramki, ale przy żadnej z nich Marcin wiele więcej zrobić nie mógł. Pewnie pojawią się głosy ekspertów zwracających uwagę na czas reakcji przy pierwszym golu albo ustawienie przy drugim, jednak w tamtych sytuacjach, przy takiej postawie obrony, trudno byłoby oczekiwać od bramkarza cudu.
Bułka popisał się też dwoma znakomitymi interwencjami przy strzałach Patricka Wålemarka i dominował przy wyjściach do wrzutek. Dobry mecz. O pozycję bramkarza martwić się nie musimy.
Przemysław Wiśniewski – 4
Przemek dostał zadanie podobne do tego z barażu: kryć Gyökeresa i nie myśleć o niczym więcej. Udało mu się kilka razy przeciąć podanie do napastnika Szwecji i wysoko odebrać piłkę, ale zostały też niedociągnięcia. Przy trzeciej bramce ponosi część odpowiedzialności razem z Mattym Cashem, a plaster przyklejony do Gyökeresa może i działał przez około 60 minut, tyle że większość pracy w ofensywie Szwedów wykonywali Nygren, Wålemark i Bergvall, więc Wiśniewski nie miał aż tylu okazji, żeby wykazać się w defensywie.
Kiedy już dwukrotnie przyszło mu powalczyć z Gyökeresem bezpośrednio, czy to przy kryciu, czy przepychaniu, nie radził sobie najlepiej w pojedynkach motorycznych. W rozegraniu był najmniej widoczny z całej trójki środkowych obrońców.
Jan Bednarek – 3
Przegrał kluczową główkę przy pierwszej bramce, przy drugiej nie zablokował piłki, a poza tym… był solidny. Tylko czy możemy chwalić obrońcę, który miał udział przy dwóch straconych golach? Do tego jeszcze przejdziemy przy Kiwiorze, bo jego klubowy kolega z Porto skutecznie ustawiał się w obronie, natomiast od lidera defensywy oczekujemy chyba również kierowania całą grą tej formacji.
To nie jest kolejny mecz, po którym będzie grillowanie Bednarka. Nie popełniał błędu za błędem, nie wyglądał na zagubionego, ale przy dwóch najważniejszych sytuacjach zabrakło właśnie jego skuteczności. Janek mógł pokazać więcej.
Jakub Kiwior – 5
W obronie przeciętny. Razem z Puchaczem rozchodzili się przed Wålemarkiem niczym Morze Czerwone. Z perspektywy defensywy była to zresztą dość dziwna decyzja Urbana, żeby po jednej stronie postawić na dwóch zawodników, których największym atutem nie jest bronienie. Kiwior zawinił przy pierwszym golu i generalnie nie dawał poczucia pełnej pewności w grze bez piłki.
Natomiast w ataku? Piotr Zieliński nie rozdawał tym razem „ciasteczek” za linię rywala, więc Kuba częściowo przejął tę rolę. Przegląd gry, świadomość boiskowa, dużo podań i absurdalnie wysoka skuteczność. W pierwszej połowie Kiwior był inicjatorem niemal każdej akcji rozpoczynanej od tyłu. Gdyby tylko tak samo dobrze było w defensywie, mielibyśmy piłkarza pokoleniowego.
Matty Cash – 4
Trochę wyszedł z tego mecz imienia Pawła Wszołka w wykonaniu piłkarza Aston Villi. Dużo dymu na skrzydle, motorycznie dobrze, trochę dośrodkowań, kilka zablokowanych i odebranych piłek. Do tego jeden kluczowy błąd, kiedy za wolno doskoczył do Ayariego przy bramce na 2:1. Można zapisać go jako jednego ze współwinnych tego gola, chociaż tak naprawdę był to cały ciąg niepotrzebnych błędów.
W charakterystyczny dla siebie sposób Matty spróbował też szczęścia przygotowanym strzałem z dystansu, ale trochę zabrakło. Dobrze, że zagrał, natomiast trudno oprzeć się wrażeniu, że gdyby na jego pozycji wystąpił ktoś inny, wiele w obrazie gry prawdopodobnie by się nie zmieniło.
Tymoteusz Puchacz – 4
Niemal identyczna sytuacja jak z Kiwiorem. W ataku bardzo dobrze radził sobie po lewej stronie, objeżdżał obrońców i notował celne, inteligentne zagrania. Łapał rywali na faule i stworzył jedną doskonałą okazję podaniem do Zielińskiego. Niestety na własnej połowie było już zdecydowanie gorzej.
Tylko czy naprawdę możemy być tym szczególnie zaskoczeni? Wszyscy wiemy, jak gra Tymek Puchacz. Fizycznie powalczy, do przodu pójdzie z pełnym przekonaniem, ale Maldinim w obronie nie jest i raczej już nie będzie. Największą wartością Puszki pozostaje obieganie rywala, dynamika i napędzanie lewej strony — i właśnie to pokazał bardzo dobrze. Ukarany żółtą kartką za ostre wejście na Svenssonie.
Piotr Zieliński – 6
Wcześniej zwracaliśmy uwagę na progresywne podania Kiwiora, więc czym wyróżnił się Zieliński? Na początek warto odnotować, że oddał najwięcej strzałów spośród Polaków i nie bał się prób z dystansu. Zaliczył asystę drugiego stopnia, widział na boisku więcej od większości kolegów, ale jednocześnie nie przyspieszał gry na siłę.
W poprzednich meczach zdarzały się akcje, w których Zieliński podawał jakby dwa ruchy przed rywalem, ale czasami również dwa ruchy przed własnym kolegą. Ze Szwecją tego problemu było znacznie mniej. Gdy Zielu miał pomysł, gdzie przenieść piłkę, często po prostu ruszał z nią sam. W końcu dostaliśmy mecz, w którym futbolówka pod nogami Piotrka była bezpieczna jak złoto w szwajcarskim sejfie.
Wiktor Nowak – 6
Zdaje się, że to największy wygrany tego zgrupowania, choć do jego końca zostały jeszcze dwa mecze. Z Bośnią zachwycaliśmy się jego grą w ataku, a przeciwko Szwedom dołożył do tego bardzo solidną pracę w defensywie. Poza jedną próbą z dystansu raczej brał grę na siebie i zamiast szukać strzałów starał się rozgrywać, przy okazji często wywalczając rzuty wolne.
Po drugiej stronie boiska był natomiast niemal bezbłędny. Każda strata oznaczała natychmiastowy powrót do obrony na pełnej intensywności, często zakończony skutecznym odbiorem. Gdyby nie wynik, ten mecz mógłby być wizytówką Wiktora Nowaka w reprezentacji Polski. A tak? Będzie „jedynie” bardzo mocnym wpisem do CV zawodnika Slavii Praga.
Nicola Zalewski – 5
Coś w Nicoli nie gra. Niby chłopak ten sam, nawet widać, że trochę popracował na siłowni, ale wciąż brakuje tego błysku i szybkości, które jeszcze nie tak dawno regularnie nam pokazywał. Dużym plusem musi być asysta przy trafieniu Sebastiana Szymańskiego i bardzo dobra współpraca z Puchaczem na lewej stronie.
Jeżeli Polska tworzyła akcję ofensywną, to na 99 procent gdzieś w polu karnym pojawiał się Zalewski. Albo po prostu to on wprowadzał tam piłkę. W drugiej połowie zdarzały się jednak frustrujące momenty, bo „stary” Nicola przy niektórych akcjach poszedłby do końca bez kompleksów, podczas gdy tym razem zdarzało mu się zwalniać i hamować tempo akcji.
Mateusz Żukowski – 4
Gdy nadejdzie koniec Lewandowskiego w reprezentacji, Żukowski może być bardzo ciekawą opcją, ale najlepiej z drugim napastnikiem obok. Jego zastawianie się, przyjmowanie piłki plecami do bramki i wystawianie jej kolegom w odpowiednim momencie niejeden napastnik mógłby sobie przeglądać na powtórkach. Momentami brakowało techniki, jednak Żukowski szybko nadrabiał to umiejętnościami wolicjonalnymi albo, jak kto woli, „dawaniem z wątroby”.
Ogromnym minusem pozostaje jednak jego zachowanie przy bramce na 2:1. Tę piłkę powinien wcześniej zablokować Cash, ale gdy minęła prawego obrońcę, Żukowski zamiast stanąć w jej torze i spróbować ją przechwycić, zrobił coś na kształt pozycji żurawia z jedną nogą w górze i przepuścił strzał. Na tym poziomie w defensywie nie można zachowywać się w ten sposób.
Sebastian Szymański – 7
Tutaj dla odmiany zaczniemy od minusa, bo to właśnie Szymańskiego ograł Ayari przed jedną z bramkowych akcji Szwedów. Poza tym Seba był pitbullem spuszczonym ze smyczy w pressingu i odbiorze. Kolejny mecz, w którym był właściwie wszędzie. Jeśli przechwytywał albo odbierał piłkę, równie dobrze mogło się to wydarzyć na połowie Szwedów, jak i pod własnym polem karnym.
Był bliski zdobycia dwóch bramek, ale ostatecznie musiał zadowolić się jednym trafieniem. Mimo błędu przy golu dla gospodarzy pozostaje jednym z najlepszych Polaków w tym spotkaniu.
A czy tym razem rezerwowi odmienili obraz gry?
Po meczu z Bośnią chwaliliśmy Jana Urbana za zmiany. Ze Szwecją można było odnieść wrażenie, że zostały przeprowadzone trochę za późno. Przemysław Frankowski zmienił Puchacza, ale było widać, że lewa strona chyba nie do końca mu odpowiadała. Kacper Urbański, Karol Świderski i Michał Skóraś pojawili się na boisku przy stanie 3:1 i niewiele pokazali, choć trudno całą winę zrzucać właśnie na nich. Po stracie trzeciej bramki Polacy właściwie przestali już grać w piłkę.
Na ostatnie dwie minuty pojawił się również Robert Lewandowski, który zapisał się w notesie sędziego, tyle że nie golem, a żółtą kartką. To był mecz, z którego można wiele wyciągnąć, ale samą poprawą gry punktów do tabeli się nie dopisuje. Teraz pozostaje czekać na kolejny egzamin — z Rumunią na Stadionie Narodowym.



