Lech Poznań wciąż niepokonany w Ekstraklasie! Zmiennicy siłą Kolejorza

Lech Poznań jak na razie nie radzi sobie w PKO BP Ekstraklasie źle. Jednakże atmosfera wokół mistrza Polski i tak jest za gęsta. Poznaniacy grają rozczarowująco słabo w europejskich pucharach. Najpierw kompromitacja w starciu z Aarhus, a następnie wymęczone w bólach zwycięstwo z KI Klaksvik. Nic dziwnego, że morale w zespole nie są najlepsze. Zwycięstwo z Piastem Gliwice z pewnością by je poprawiło, nawet jeśli na papierze nie jest to szczególnie wymagający rywal. A tego sezonu podopieczni Daniela Myśliwca nie zaczęli źle. Wprawdzie przegrali na start z Zagłębiem Lubin, to po pełnym emocji meczu pokonali Wisłę Kraków. Na wyjeździe tak dobrze im nie idzie. Piast nie wygrał żadnego z 5 spotkań poza Gliwicami.

No tak grając, Kolejorzu, to daleko nie zajedziesz…

Lepsze pierwsze wrażenie, co dość zaskakuje, zostawił po sobie Piast. Nie było tu mowy o grze na remis i bronienie zera z tyłu. Gliwiczanie grali naprawdę odważnie, nie bali się wysokiego pressingu i podchodzili pod bramkę Kolejorza. Pierwszy strzał w 2. minucie oddał Jakub Lewicki, ale wyraźnie przestrzelił. Kolejny sygnał ostrzegawczy poszedł w 9. minucie, za sprawą Hugo Vallejo. Na szczęście dla mistrzów Polski, on także chybił. Dopiero po 10 minutach gry podopieczni Nielsa Frederiksena wyraźnie się rozbudzili i zaczęli grać tak, jak faworytowi przystoi. Wiele konkretów tego nie wynikało, poza tym, że przejęli inicjatywę. Mało strzałów przy tym oddawali. To może jednak nie do końca grali tak, jak faworyt powinien.

Lech przeważał, ale nie dominował. Do pełni szczęścia brakowało porządnych, groźnych akcji. Kilka ich ataków miało niemały potencjał, ale nie było tego odpowiedniego domknięcia. Dlatego wciąż utrzymywał się bezbramkowy remis. Mimo przewagi optycznej to nie był Lech, jakiego oczekiwaliby kibice przy Bułgarskiej. Piast nie był całkowicie wyłączony z meczu, stosunkowo często przebijał się na połowę przeciwnika. Remis wydawał się w tej sytuacji uczciwym wynikiem. Wiadomo, teraz Ekstraklasa nie jest pewnie najwyższym priorytetem zespołu z Wielkopolski, ale to nie oznacza, że mógł tu odpuszczać. Niewiele pomógł nawet hydration break jak z mundialu. Aż w 32. minucie coś drgnęło. Patrik Wålemark dostał piłkę i wygrał pojedynek z Vallejo. Szwed miał przed sobą jedynie bramkarza. Domen Gril był jednak dobrze ustawiony i zdołał z tej sytuacji wyjść obronną ręką.

Chwilę później w podobny sposób próbował Yannick Agnero, lecz Iworyjczyk nieczysto trafił w piłkę. Następnie dobrego podania nie domknął Luis Palma. Lech był zdecydowanie zbyt czytelny dla rywala. Dlatego zszedł na przerwę z niczym na koncie. A mógł nawet i przegrywać, bo w 43. minucie świetną okazję miał Samuel Ntamack. Mateusz Lis dobrze jednak spisał się między słupkami.

W zmiennikach siła, Lech wygrywa!

W drugą połowie lepiej weszli Poznaniacy, ale też bez szału. Kontrolowali piłkę i zdecydowanie dłużej byli w jej posiadaniu, ale nie mogli przebić się przez defensywę Piasta. Choć tu trzeba oddać podopiecznym Daniela Myśliwca, że byli świetnie w tym aspekcie zorganizowani. W 54. minucie niewiele brakło, blisko był Agnero, ale Gril ponownie górą. Pierwszy kwadrans zdecydowanie należał do Kolejorza, Piast nie miał na boisku praktycznie żadnych argumentów, a przynajmniej w ofensywie. Tylko jaka z tego korzyść dla Lecha, skoro nie był w stanie takiej przewagi przekuć na prowadzenie? Aż w końcu Lech wreszcie zrobił z tego pożytek. W 63. minucie Daniel Håkans rozpędził się na lewym skrzydle. Fin zgrał do środka, do Allahyara Sayyadmanesha. Irańczyk nie trafił w piłkę, ale na jego szczęście asekurował go Mikael Ishak. I kapitan nie zawiódł. Kolejorz wreszcie dopiął swego!

Piast nie potrafił odpowiedzieć. Inna sprawa, że Lech na to nie do końca pozwalał, ale nie było widać po Gliwiczanach, że wiedzą, jak się odgryźć. A na jednobramkowym prowadzeniu podopieczni Nielsa Frederiksena nie mieli zamiaru poprzestawać. W 70. minucie Ishak był bliski dubletu, ale niefortunnie staranował przy tym bramkarza rywala. 4 minuty później Szwed obsłużył Palmę, ale po raz kolejny Słoweniec udaremnił zamiary Poznaniaków. Właściwie na tym etapie to tylko Gril trzymał Piasta w grze. Aż do 79. minuty. Przyszedł czas na ligowy debiut Karola Delikata. 18-latek dostał dośrodkowanie od Luisa Palmy, a wychowanek Kolejorza, w pierwszym kontakcie z piłką, podwoił prowadzenie. Aż Kocioł zaczął skandować jego nazwisko. Czy można wymarzyć sobie lepszy debiut? Chyba nie!

Piast wziął się za odrabianie strat, ale wyraźnie za późno. Przejął inicjatywę, ale wciąż nie wyglądał wystarczająco przekonująco na to, żeby jeszcze tu nawiązać walkę. I finalnie nie odmienił losów tego spotkania. Mało tego, na koniec jeszcze Sayyadmanesh dobił Piasta i ustalił wynik. Wynik, którego przed pierwszym gwizdkiem spodziewał się i oczekiwał w zasadzie każdy. Trochę taki mecz bez historii. No, może nie dla Karola Delikata, który to spotkanie zapamięta już na zawsze. W końcu nie każdy strzela gola w debiucie. Pierwsza połowa była słaba w wykonaniu Lecha, ale w drugiej wreszcie się odblokował. I zasłużenie wygrał.

Lech Poznań – Piast Gliwice 3:0 (Ishak 63′, Delikat 79′, Sayyadmanesh 90′)

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img