Górnik Zabrze miał około 30 milionów złotych długu. Jedno okienko już zrobiło dużą różnicę

Około 30 milionów złotych zadłużenia, ujemne kapitały, stare zobowiązania i problemy z płynnością – z takim bagażem Górnik Zabrze wszedł w nowy etap po prywatyzacji. Bartłomiej Gabryś z zarządu klubu przyznał w rozmowie z Roosevelta81.pl, że kwota długu, o której wcześniej mówił Lukas Podolski, jest bardzo bliska rzeczywistej skali problemu. Dziś Górnik prowadzi w PKO BP Ekstraklasie i potrafi sprzedawać piłkarzy za rekordowe pieniądze, ale finansowe porządki wciąż pozostają jednym z najważniejszych zadań nowych władz.

Gabryś nie przedstawiał wcześniejszej sytuacji jako klubu stojącego o krok od zamknięcia. Opisał ją raczej jako zestaw problemów, które przez lata nakładały się na siebie straty z poprzednich okresów, obligacje, napięta płynność i konieczność regularnego wsparcia ze strony właściciela. Miasto pozostawało głównym akcjonariuszem i wielokrotnie dokładało pieniądze, ale kolejne zastrzyki kapitału nie usuwały przyczyny. Górnik musiał zacząć pokrywać bieżące koszty przychodami, które sam jest w stanie wypracować. W rozmowie wróciła też liczba 30 milionów złotych. Podolski używał jej wcześniej publicznie, a Gabryś potwierdził, że mówimy o bardzo zbliżonym rzędzie wielkości. Dodatni wynik w jednym sezonie nie sprawia, że stare zobowiązania znikają. Klub może jednocześnie zarabiać na bieżącej działalności i nadal mieć do spłacenia obciążenia powstałe kilka lat wcześniej. Z perspektywy zarządu ważne jest więc nie tylko to, ile pieniędzy Górnik ma dziś, ale czy potrafi utrzymać płynność bez kolejnych nadzwyczajnych dopłat.

Najbardziej widocznym elementem nowego modelu są transfery. Lukas Ambros został sprowadzony jako zawodnik z potencjałem do rozwoju, a później sprzedany do Anderlechtu za pięć milionów euro. To rekord Górnika. Gabryś przy tej operacji wskazywał zarówno pracę pionu sportowego, jak i osobiste zaangażowanie Podolskiego. Jedna taka sprzedaż nie zamyka tematu zadłużenia, ale daje klubowi coś, czego przez lata bardzo brakowało: możliwość wygenerowania dużego przychodu własną działalnością sportową. Tylko letnie okno transferowe przyniosło czternastokrotnym mistrzom Polski ponad 10 mln euro.

Górnik Zabrze wychodzi na prostą

Podolski jeszcze przed zmianą właścicielską nie ograniczał się do roli piłkarza. Angażował się w kontakty, rozmowy transferowe i marketing, a według Gabrysia jego wsparcie szczególnie mocno było odczuwalne w pierwszym okresie zmian. Po prywatyzacji odpowiedzialność jest już większa, bo wyższe wydatki na kadrę, sztab czy organizację spotkań muszą mieć pokrycie w przychodach klubu. Nowe władze nie mogą zakładać, że każdą większą dziurę pokryje później miasto. Dobre wyniki sportowe pomagają. Górnik Zabrze po dziewięciu kolejkach prowadzi w tabeli z 22 punktami, co przekłada się na zainteresowanie kibiców, sponsorów i rynku transferowego. Tabela w październiku nie spłaca jednak zobowiązań sama. O powodzeniu prywatyzacji znacznie więcej powiedzą kolejne sezony – czy klub będzie regularnie sprzedawał zawodników z zyskiem, zwiększał wpływy komercyjne i jednocześnie ograniczał stary dług. Na razie kierunek jest czytelny, ale finansowa odbudowa Górnika to proces znacznie dłuższy niż jedno udane okno transferowe. Wydaje się jednak, że Górnik nauczył się spieniężać graczy, co przekłada się na większe możliwości wydatkowe. Praca księgowa wciąż jest do wykonania, ale klub już wszedł na wyższy poziom i z pewnością będzie celował coraz wyżej.

Podobne