Górnik Zabrze lepszy w szachach z Jagiellonią Białystok

Pierwsza odsłona hitowego starcia mogła nieco zawieść. I Jagiellonia Białystok, i Górnik Zabrze nie porywały się z motyką na słońce, starając się przede wszystkim nie popełnić błędu. Trochę szaleństwa jednak przyniosła druga połowa, którą obserwowało się już bardzo dobrze. Dwa gole Zabrzan zmusiły Białostoczan do gonitwy. Gospodarze zdołali złapać kontakt, ale tylko na tyle było ich stać. Ostatecznie ulegli 1:3 po bramce w ostatniej akcji spotkania.

Prawdziwe szachy zaprezentowały nam obie ekipy w pierwszej połowie. Z początku trwała walka o kontrolę, w której żadna z drużyn nie potrafiła na dłużej narzucić swoich warunków. Charakteryzowała je odpowiedzialność, a kolejne minuty upływały pod znakiem następnych kasowanych akcji – czy to przepisowo, czy też mniej, gdy należało wykonać sprytnie faul taktyczny.

Wykazywali się przede wszystkim bramkarze

W tej grze bardziej bezpośrednią stroną była Jagiellonia. Jej rywal zaś też chciał szybko i płynnie się przedzierać, choć robił to częściej zagraniami po ziemi. Przez to mieliśmy tempo, ale zawartość nie była tak ciekawa przez to, że zarówno jednym, jak i drugim, brakowało elementu zaskoczenia. Pierwszy skonkretyzował swoje działania Górnik. Po celnym strzale zanotowali Yvan Ikia Dimi oraz Maksym Chłań. Wcześniej Dimi uderzył jeszcze obok bramki po zejściu na lewą nogę.

Jaga odpowiadała głównie centrami, których zawodnicy nie przecinali, ale tak czy siak do zachowania czujności był zmuszony Philipp Schulze, szczególnie przy kąśliwym centrostrzale Ousmane Sowa. Wkrótce gospodarze przejęli inicjatywę. Zaczęli też grać więcej po ziemi. Obiecująco rozpoczynał akcje Rodrigo Conceicao – to na jego stronie spoczywał ciężar gry Pszczółek. Najlepsza szansa przyszła jednak po długim podaniu Yukiego Kobayashiego w pole karne. Na piłkę odpowiednio nabiegł Jesus Imaz, ale świetnie interweniował Schulze. Doszło też do małej kontrowersji, gdy Hiszpan upadł w polu karnym przyjezdnych. Powtórki sugerowały, że mogło dojść do przewinienia, lecz sędzia nakazał kontynuację gry.

W ostatnim kwadransie przed przerwą odpowiedzieli Zabrzanie, którzy podeszli nieco wyżej. Podwójną okazję miał Paulo Bernardo. Najpierw wdarł się z futbolówką przy nodze na 5. metr. Miał przed sobą tylko Sławomira Abramowicza, który wygrał pojedynek. Zaraz potem, jeszcze w tej samej akcji, Portugalczyk zamknął dośrodkowanie i ponownie zmusił bramkarza do wysiłku.

Jagiellonia Białystok i Górnik Zabrze się rozkręciły

Jako że nikt nie wykorzystał swoich lepszych chwil, drugą część spotkania otwieraliśmy nadal z bezbramkowym remisem. Zgodnie z zasadą teraz nastąpiła chwila dla Białostoczan. Dwa strzały z dystansu Kajetana Szmyta oraz Conceicao jednak furory nie zrobiły. Furorę za to zrobiło zamienienie się pozycjami przez Ikię Dimiego oraz Chłania. Dzięki temu drugi wypuściła Ondreja Zmrzly’ego. Defensor zacentrował na głowę Kongijczyka, a ten uderzył, ale trafił w Sondre Lisetha. Do bezpańskiej piłki dopadł Jarosław Kubicki, który z bliska otworzył wynik.

Jagiellonia powinna była się w tym momencie ożywić i przez chwilę na to się zapowiadało. Inne plany mieli przyjezdni. Skoro już złapali jednego króliczka, to rozochocili się na drugiego i szybko udało im się go pochwycić. Tylko że mowa oczywiście o bramce. Ponownie zamieszało się w szesnastce Pszczółek, a skorzystał z tego Liseth. Napastnik huknął i z najbliższej odległości trafił do bramki.

Niby kontrola należała do Zabrzan, ale gdy sytuacja zrobiła się krytyczna, gospodarze wreszcie się przebudzili. Odpowiedzialność na własne barki wziął Imaz. Ofensywny pomocnik dokonał rzeczy, wydawałoby się, niemożliwej. Mimo że strzelał z bardzo ostrego kąta, zmieścił piłkę między golkiperem a słupkiem. Udało się więc podopiecznym Mikołaja Łuczaka, zastępcy zawieszonego za SMS-ową aferę Adriana Siemieńca, złapać kontakt.

Jaga nawet zdołała wyrównać – tylko że nieprzepisowo. Najpierw interwencją po strzale Nika Prelca nie popisał się Schulze, który źle sparował piłkę. Dzięki temu Imaz mógł wślizgiem dobić ją między słupki. Piłkarzy Michala Gasparika przed stratą prowadzenia uratował ostatecznie wcześniejszy faul Fersleva Andersa Klynge na Malthe Hojholcie.

Nadal był to dobry czas, aby Pszczółki jeszcze bardziej się napędziły. Może tak by się stało, gdyby nie… odpalone przez kibiców race. Przez zadymienie sędzia musiał przerwać grę, a po jej wznowieniu gospodarzom trudno było wrócić na właściwy tor. Goście kontrolowali wydarzenia boiskowe, choć może nieco ryzykowali, bo sami praktycznie nie tworzyli sobie szans na podwyższenie wyniku. Gdy na pięć minut przed końcem urazu doznał Prelec i Jagiellonia musiała grać w dziesiątkę w wyniku wyczerpania limitu zmian, stało się jasne, kto wygra w Białymstoku. Tym bardziej że ostatniej akcji meczu gola zdobył jeszcze Kacper Urbański.

Tym samym miejscowi przedłużyli serię przegranych meczów do czterech. Do czwartkowej potyczki z Araratem-Armenia będą musieli przystępować pod presją oczekiwań związaną z przełamaniem niechlubnej passy. Z pozytwów? Podopieczni trenera Siemieńca nie prezentowali się tak źle, jak przed przerwą reprezentacyjną. Z silnym w tym sezonie Górnikiem przegrać to nie wstyd.

Jagiellonia Białystok – Górnik Zabrze 1:3 (Imaz 67′ – Kubicki 51′, Liseth 58′, Urbański 90′+14)

Podobne

AUTOPROMOCJA Masz dziecko w wieku 7–18 lat? Sprawdź bezpłatną grę edukacyjną Misja: Bezpieczni →