Cracovia dokonała „sprzedaży idealnej”? Po wyjeździe z Ekstraklasy przestał trafiać do siatki

Filip Stojilković szturmem podbił polskie boiska, ale jego gwiazda równie szybko zaczęła gasnąć. Cracovia nie zamierzała za wszelką cenę zatrzymywać swojego lidera i tak naprawdę przy pierwszej możliwej okazji spieniężyła jego kartę zawodniczą. Pisa zapłaciła za niego około trzech milionów euro, a krakowski klub określił transfer jako trzeci najwyższy wychodzący w swojej historii. Później skuteczność napastnika nagle się urwała. W Serie A rozegrał 13 spotkań bez gola, latem został wypożyczony do Rapidu Bukareszt, a w rumuńskiej lidze po siedmiu występach ma jedno trafienie. Łączny bilans od odejścia z Cracovii to więc 20 ligowych meczów i jedna bramka.

Mocne wejście na polskie boiska

W Krakowie wszystko działo się szybko. Stojilković dołączył do Cracovii latem 2025 roku, a już pod koniec stycznia był zawodnikiem Pisy. Klub przy Kałuży podawał po transferze bilans 19 oficjalnych spotkań, siedmiu goli i trzech asyst. Jednocześnie zaznaczał, że sprzedaż Szwajcara była trzecim najwyższym transferem wychodzącym w historii Cracovii. Włoska agencja ANSA informowała wtedy o kwocie około trzech milionów euro. Pisa od razu dała mu szansę w Serie A. Stojilković pojawił się w 13 ligowych spotkaniach, osiem rozpoczął w podstawowym składzie i spędził na boisku około 660 minut. Bramka nie przyszła ani razu, nie było też asysty. Latem Włosi zdecydowali się wysłać go na wypożyczenie. 6 sierpnia Rapid Bukareszt potwierdził transfer czasowy z opcją wykupu, a Pisa doprecyzowała, że zachowała także prawo do odkupu zawodnika.

W Rumunii problem nie polega na tym, że Stojilković znika z gry. Jest wręcz odwrotnie. Po siedmiu ligowych występach ma 584 minuty, sześć razy zaczynał od pierwszej minuty, a Rapid regularnie korzysta z niego jako podstawowego napastnika. Zdobył jedną bramkę i zanotował jedną asystę. Jedyny ligowy gol padł 31 sierpnia przeciwko Universitatei Craiova. Rumuńskie media zaczęły rozkładać jego grę na liczby, bo okazji było znacznie więcej niż goli. „Gazeta Sporturilor”, korzystając z danych Wyscout, wyliczała po pierwszych siedmiu występach dla Rapidu 3,62 xG. Stojilković oddał wtedy 26 strzałów, dziesięć celnych, a do tego wygrał wszystkie osiem prób dryblingu. W przeliczeniu na 90 minut uderzał częściej niż ktokolwiek w tamtejszej lidze. Problem zaczynał się dopiero przy wykończeniu.

Cracovia sprzedała w idealnym momencie?

Krytyka szybko zrobiła się głośna. Adrian Mutu mówił w Digi Sport, że podoba mu się nastawienie Szwajcara, ale drużyna walcząca o mistrzostwo potrzebuje napastnika zdolnego strzelić kilkanaście goli w sezonie. Inni byli gracze Rapidu zwracali uwagę na jego ruch bez piłki i łatwość dochodzenia do sytuacji, jednocześnie wytykając liczbę zmarnowanych okazji. Sam Stojilković reagował spokojniej. Po jednym z wrześniowych spotkań podkreślał, że nie zamierza słuchać każdej opinii z zewnątrz i ma zaufanie trenera. Przerwa reprezentacyjna przyniosła mu przynajmniej trafienie w meczu, który nie liczył się do ligowego bilansu. 2 października Rapid zagrał towarzysko z Genoą i wygrał 2:0. Na początku drugiej połowy Stojilković wykonał rzut wolny sprzed pola karnego; piłka odbiła się od muru i wpadła do siatki. Włoska „La Repubblica” odnotowała jego bramkę przy okazji relacji z meczu. Dla napastnika był to dobry sygnał przed powrotem do ligi, choć rumuńscy komentatorzy czekają przede wszystkim na gole w meczach o punkty.

Najbliższa okazja przyjdzie 12 października przeciwko Universitatei Cluj. Stojilković nie jest w Rapidzie rezerwowym ani zawodnikiem bez sytuacji bramkowych. Gra dużo, oddaje sporo strzałów i dochodzi do pozycji, z których powinien zdobywać gole częściej. W Cracovii siedem razy trafił w 19 oficjalnych meczach. Po wyjeździe z Polski uzbierał już 20 ligowych występów w dwóch krajach i na razie ma jedną bramkę. To, co było jego znakiem rozpoznawczym w Ekstraklasie – zabójcza skuteczność, przestało działać po opuszczeniu Krakowa. Wydaje się więc, że Pasy idealnie trafiły w moment szczytu formy i popularności zawodnika, którego wartość od tamtej pory pikuje w dół.

Podobne

AUTOPROMOCJA Masz dziecko w wieku 7–18 lat? Sprawdź bezpłatną grę edukacyjną Misja: Bezpieczni →