Chelsea kupuje, Chelsea wypożycza. Czy taka metoda ma jakikolwiek sens?

Robert Sánchez broni w Como, Benoît Badiashile trafił do Napoli, Axel Disasi do Crystal Palace, Alejandro Garnacho do Aston Villi, a Mychajło Mudryk spędzi sezon w Tottenhamie. Każdy z nich nadal pozostaje piłkarzem Chelsea. Londyńczycy tego lata wypożyczyli ponad 20 zawodników i trudno znaleźć drugi wielki europejski klub, który zarządzałby jednocześnie tak liczną grupą piłkarzy pozostających poza pierwszym zespołem.

Chelsea z wypożyczeń korzystała na ogromną skalę jeszcze w czasach Romana Abramowicza. Przez lata wokół klubu funkcjonowało nawet określenie „loan army”, bo zawodnicy należący do londyńczyków byli rozsiani po Anglii, Holandii, Belgii czy innych europejskich ligach. Po zmianie właściciela model nie zniknął, a obecny zestaw wypożyczonych pokazuje, że wcale nie dotyczy już wyłącznie nastolatków czekających na pierwszy kontakt z seniorskim futbolem. Na oficjalnej liście Chelsea znajdują się między innymi Badiashile, Disasi, Dario Essugo, Garnacho, Filip Jørgensen, Mudryk, Sánchez, Mamadou Sarr czy Dastan Satpayev. Poza nimi klub wysłał po doświadczenie całą grupę wychowanków i młodych zawodników, a po zamknięciu głównego okna do Celticu powędrował jeszcze Landon Emenalo. Sama liczba piłkarzy jest duża, ale więcej mówi o niej zestawienie nazwisk.

Ponad 100 meczów dla Chelsea i… wypożyczenie

Sánchez przed odejściem do Como rozegrał dla Chelsea 112 spotkań. Badiashile uzbierał 71 występów, natomiast Disasi przekroczył granicę 60 i już poprzedni sezon częściowo spędził poza Stamford Bridge. Nie są to piłkarze, których klub dopiero sprawdza w zawodowej piłce. Każdy z nich zdążył pełnić w pierwszym zespole istotną rolę, ale dziś Chelsea uznała, że korzystniejsze będzie oddanie ich na rok do innych drużyn. Jeszcze ciekawszy jest przypadek Garnacho. Argentyńczyk dopiero rok wcześniej został sprowadzony z Manchesteru United, a w pierwszym sezonie wystąpił dla Chelsea 43 razy i zdobył osiem bramek. Mimo tego kolejnych rozgrywek nie spędza pod okiem Xabiego Alonso, tylko w Aston Villi. Mudryk również nie jest zawodnikiem anonimowym – dla londyńczyków rozegrał 73 spotkania, a teraz został wypożyczony do Tottenhamu, czyli jednego z lokalnych i ligowych rywali. To dobrze pokazuje, jak szybko może zmienić się status piłkarza w obecnej Chelsea. Zawodnik może rozegrać kilkadziesiąt spotkań, kosztować duże pieniądze i nadal po roku czy dwóch znaleźć się poza pierwszym zespołem bez definitywnego rozstania z klubem.

Jeszcze inaczej wygląda sytuacja młodzieży. Jesse Derry przed odejściem do Sportingu przedłużył kontrakt z Chelsea aż do 2032 roku. Shumaira Mheuka, który w poprzednim sezonie zdobył 18 bramek w 19 występach Premier League 2, podpisał umowę do 2031 roku, po czym został wypożyczony do Celticu. Satpayev po osiągnięciu pełnoletności formalnie dołączył do Chelsea i niemal od razu powędrował do Burnley. W takich przypadkach wypożyczenie nie oznacza, że klub stracił wiarę w zawodnika. Jest wręcz wpisane w jego kilkuletnią ścieżkę. Chelsea zabezpiecza piłkarza długą umową, oddaje go na poziom, na którym powinien regularnie grać, a później decyduje, czy jest gotowy na Stamford Bridge, potrzebuje kolejnego wypożyczenia czy można go sprzedać z zyskiem.

Ten model daje ogromne możliwości, ale wymaga również bardzo dobrego zarządzania. Przy ponad 20 wypożyczonych zawodnikach nie wystarczy sprawdzić raz w miesiącu, ile kto zagrał minut. Trzeba dobierać odpowiednie kluby, pilnować pozycji zawodnika w zespole i reagować, gdy plan sportowy nie rozwija się zgodnie z założeniami.

Chelsea nadal kupuje na ogromną skalę

Jednocześnie latem do Londynu przyszła kolejna duża grupa piłkarzy. Marco Palestra, Geovany Quenda, Emmanuel Emegha, Morgan Rogers, Maxence Lacroix, Danny Welbeck czy Valentin Barco to tylko część nowych twarzy. Chelsea sprzedawała za duże pieniądze, ale równocześnie ponownie bardzo mocno przebudowała własną kadrę. Patrzenie wyłącznie na podstawową jedenastkę coraz gorzej oddaje to, czym stała się obecna Chelsea. Klub ma pierwszy zespół, potężną akademię, kilkudziesięciu zawodników znajdujących się na różnych etapach rozwoju oraz grupę piłkarzy, którzy formalnie należą do londyńczyków, choć przez cały sezon będą grali gdzie indziej. Dopiero za kilka lat będzie można uczciwie ocenić, ilu z tych zawodników wróci i naprawdę pomoże Chelsea, a ilu stanie się przede wszystkim aktywem transferowym. Już teraz wiadomo jednak, że skala całego przedsięwzięcia jest ogromna. Ponad 20 wypożyczonych piłkarzy wystarczyłoby przecież w niejednym klubie do zbudowania niemal kompletnej kadry na cały sezon.

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img