Fatalnej formy Radomiaka Radom ciąg dalszy. Wisła Płock u siebie – choć niewysoko – to pewnie pokonała zespół ze strefy spadkowej PKO BP Ekstraklasy. Szybko zdobyta bramka przez gospodarzy nie zepsuła planu meczowego rywalom. Ci przyjechali do Płocka bez takowego. A przynajmniej tak to wyglądało z perspektywy widza. Absolutnie bezbarwny występ.
Tomasz Kaczmarek próbował zbudować trochę taktycznego zespołu, lecz w trakcie trwania procesu został zabrany z sporą ilość gotówki przez Raków Częstochowa. Zielonych przejął John Carver i na razie dąży do tego, żeby spaść z zespołem drugi sezon z rzędu. Uzależniona od dyspozycji Rafała Wolskiego i Jana Grzesika ekipa przegrywa kolejny mecz, a pozytywów w grze trudno szukać. Od początku sezonu widać było, że Radomiak do dobrej gry potrzebuje swoich liderów w formie. W Płocku Wolski był niedokładny, wolny i nie potrafił tworzyć zagrożenia zagraniami ze stojącej piłki. Motor napędowy i główny kreator nie wniósł nic do gry swojej drużyny. Jan Grzesik ustawiony na lewej obronie bardzo rzadko podłączał się do ataku, więc jego wpływ na ofensywę był znikomy. Na pierwszy strzał Radomiak czekał do 78. minuty, gdy Wolski przyspieszył, zgrał na jeden kontakt i oddał strzał z pola karnego. Rafał Leszczyński zachował jednak koncentrację.
Gol Wisły i tyle…
A co Wisły Płock – szybko strzeliła bramkę i grała na dużym spokoju. Wystarczyło wprowadzenie piłki przez Afonso Silvę, później Adam Radwański zagrał w poprzek boiska, a odbijanka od obrońców sprawiła, że w posiadaniu znalazł się Jurica Prsir. Chorwatowi wystarczył jeden kontakt, aby poprawić sobie futbolówkę i wykończyć całość strzałem pod poprzeczkę.
Zagrożenia ze strony przeciwników nie było żadnego, więc Nafciarze prowadzili sobie grę pod własne dyktando i próbowali podwyższyć wynik. Lecz tu bez rwania tempa i mocnego naciskania. Do siatki trafili po raz drugi – choć nielegalnie – w 36. minucie. Łukasz Sekulski przed zgraniem piłki głową do Patryka Kuna pchnął Zie Ouattarę, więc sędzia Stefański gola uznać nie mógł. Przed przerwą było jeszcze blisko kuriozalnego gola, gdy wybita piłka trafiła Kuna w głowę, a następnie odbiła się od poprzeczki. Zasygnalizowany został spalony, niemniej jednak sama sytuacja wyglądała komicznie.
W meczu nie działo się za dużo. Po przerwie – prócz wspomnianej sytuacji ze strzałem celnym Wilskiego – najciekawszym (może nie powinniśmy tak określać tej sytuacji, bo jednak chodzi o zdrowie) wydarzeniem była zmiana Olafa Kobackiego. Ofensywny pomocnik wszedł w 70. minucie za strzelca gola, by chwilę później dostać cios kolanem w okolice skroni. Rozcięty łuk brwiowy został zabandażowany, zmiana wstrzymana, lecz pechowiec później przy każdej okazji dostawał w głowę. Przy trzecim takim wydarzeniu sztab Wisły wreszcie zdecydował się zmienić opatrzonego zawodnika w trosce o jego zdrowie.
W końcówce meczu nagle obudził się Radomiak, jakby zorientował się, że przecież przegrywa. Czas się kończył, ubrani na biało piłkarze podkręcali tempo, lecz Wisła Płock wydawała się mieć sytuacje pod kontrolą. No, jakby wybijając piłkę Afonso Silva trafił trochę inaczej w Marcina Kamińskiego, przez co mielibyśmy kuriozalnego samobója, to może pisalibyśmy inaczej. Tak się jednak nie wydarzyło. Płocczanie zrobili to, co potrafią – czyli zaczęli się bronić. Wrzucanie piłki w pole karne nie było antycznym kluczem, który otworzył zamknięte kłódką drzwi.


