Mizeria w ofensywie była głównym motywem spotkania w Sercu Łodzi. Wisła Kraków przeważała przez większość spotkania z Widzewem Łódź, tylko że nie zdołała przekuć tej przewagi na konkrety. Okazji miała sporo, szczególnie Angel Rodado, który jednak nie miał swojego dnia. Chybił nawet ze stojącej piłki, gdy wykonywał rzut karny. Biała Gwiazda przynajmniej coś robiła. Łodzianie pod aspektem kreacji prezentowali się znacznie gorzej. Bezbramkowy remis jest więc logiczną konsekwencją.
Wisła Kraków miała przewagę, ale nie zdobycz bramkową
„Na początku był chaos” – tymi słowami zaczynają się opowieści o stworzeniu świata oraz mecz pomiędzy Widzewem Łódź a Wisłą Kraków. Większość wydarzeń boiskowych działo się głównie w środku pola, gdzie obie ekipy mocno do siebie doskakiwały. To skutkowało częstymi zmianami w posiadaniu piłki. Jednym słowem, oglądaliśmy zaciętą walkę o kontrolę. Już w pierwszych minutach złe podanie Marcela Łubika chciał wykorzystać Fran Alvarez, ale jego lob był zbyt lekki. Po przeciwnej stronie w odbiorach brylował Kacper Duda. Po przejęciach pomocnika do dwóch prób doszedł Angel Rodado, który jednak nie mógł znaleźć sobie odpowiedniego miejsca w polu karnym. Przez to stworzył minimalne zagrożenie.
Łodzianie potrafili odpowiedzieć huknięciem z dystansu Alvareza, co na tamtym etapie spotkania było ich najlepszą okazją. Piłkarze trenera Mateusza Stolarskiego rozkręcali się… i tak skończyła się jedna z faz pierwszej połowy. Trzeba ją bowiem podzielić na dwa okresy, przedzielone długą przerwą z powodu zadymienia. Po wznowieniu rywalizacji Krakowianie kompletnie przejęli inicjatywę. W centralnej strefie boiska byli nie do przejścia i co rusz po kolejnych odbiorach ruszali na bramkę przeciwników. Przeczuwaliśmy, że pauza w grze wpłynie na jej przebieg, ale że tak wybije z rytmu gospodarzy? Na to pieniędzy byśmy nie postawili.
Na nieszczęście dla Widzewiaków Rodado zaczął sprawiać coraz więcej problemów, na ich szczęście zaś – ani centrostrzał z rzutu rożnego, ani sytuacyjne uderzenie w wykonaniu Hiszpana nie skończyło między słupkami. Podobnie skuteczności nie potrafili znaleźć Duda, Julius Ertlthaler oraz Frederico Duarte. Każdy z nich chciał zaskoczyć Bartłomieja Drągowskiego uderzeniem z dystansu (Polak nawet trzy razy), ale brakowało precyzji.
Rodado ze zwichrowanym celownikiem
Jako że linia pomocy Widzewa coraz bardziej zaczęła przypominać lej po bombie, to trener Stolarski zdecydował się na wymianę ogniw tuż po przerwie. Zeszli Alvarez i Giannis Papanikolau, a w ich miejsce pojawili się Lindon Selahi oraz Juljan Shehu. W efekcie gospodarzom udało się zreorganizować i ograniczyć liczbę strat. Siły w miarę się zrównoważyły.
Nie zmieniło się jedno – zespół z Łodzi dalej nie był w stanie tworzyć zagrożenia. Czas upływał, a Łubik mógł ze spokojem obserwować jak jego koledzy radzą sobie z działaniami przeciwnika. Tymczasem Wisła zaczęła intensyfikować starania. Widzewiacy coraz częściej musieli się bronić. I pewnie gdyby mieli mniej szczęścia, to straciliby bramkę już w 66. minucie. Kilka chwil wcześniej Ricardo Visus w polu karnym ręką zablokował uderzenie Jakuba Krzyżanowskiego. Do jedenastki podszedł Rodado, który nie grzeszył wykończeniem i trafił w poprzeczkę.
Mizeria w ofensywie trwała dalej. Krakowianie niby optycznie byli lepszą stroną, ale nie kreowali sobie sytuacji, które doprowadzałyby drużynę gospodarzy do palpitacji serca. Ta raczej zachowywała spokój i strukturę, z wyjątkiem akcji kończonej przez Marca Carbo. Tylko że defensywa to nie wszystko, a jej przednia formacja nie robiła dosłownie nic aż do 79. minuty, kiedy strzał do statystyk zanotował Shehu. W końcówce jeszcze Jusuf Gazibegović popisał się potężnym uderzeniem z rzutu wolnego. Łubik jednak raz jeszcze stanął na wysokości zadania, toteż bramek w dzisiejszym starciu nie otrzymaliśmy.


