Kolejna weryfikacja. Lech Poznań znów najadł się wstydu

Kolejny europejski wieczór w Poznaniu i kolejna klapa. Kibicom Lecha mało było kompromitacji na arenie międzynarodowej, więc piłkarze zaserwowali kolejną. Bayer Leverkusen przyjechał na Bułgarską i dostał wszystko na tacy. Po pierwszej połowie miał już satysfakcjonujący wynik, a nawet się nie spocił.

Strzelane bramki nawet nie cieszyły przyjezdnych jakoś szczególnie. Patrik Schick po prostu się odwracał i biegł na środek. A miał do tego dwie okazje po tym, jak wszedł w 18. minucie za Martina Terriera wskutek urazu Francuza. Czech – jako etatowy wykonawca rzutów karnych – skutecznie egzekwował jedenastki podyktowane po dwóch błędach Lechitów. Najpierw w rękę dostał odwracający się od strzału Terry Yegbe. Ghańczyk nie przycisnął rąk do ciała, więc Miloš Milanović musiał wskazać na wapno. Przy faulu Mateusza Skrzypczaka już pojawia się trochę więcej znaków zapytania, bo przytrzymywany Schick też pracował rękami, czym uniemożliwiał skuteczną interwencję.

Winy jednak nie ma co szukać w okolicznościach – Lech sam sobie komplikował sytuację. Słaby mecz zanotował Michał Gurgul, którego działania były zaczątkami dwóch bramek. O środku pola nie napiszemy nic, bo Gustav Berggren równie dobrze mógłby pójść w ślady swojego kolegi z szatni i się obrazić. Nie wyszedłby wówczas na boisko, co mogłoby być korzystniejsze dla Poznaniaków. Prócz rzutów karnych padł też dla Bayeru gol z gry, gdy nikt nie potrafił skutecznie wybić piłki, a sam ze strzałami radzić sobie musiał Mateusz Lis. Powstrzymał dwa uderzenia, lecz Malik Tillman dobijał później już do pustej bramki.

Niezwykle łatwo wygrany mecz pozwolił Carlesowi Martinezowi na swobodne rotowanie piłkarzami. Po godzinie gry do bazy zjechało trzech podstawowych zawodników, a w końcówce Schick dostał nawet wędkę. nie podejrzewamy jednak, żeby to była zmiana spowodowana złą postawą – jak to zazwyczaj bywa. Lech wpuszczał natomiast zawodników, którzy różnicy nie robili. Daniel Hakans dał jeszcze jakiś impuls, lecz w Lidze Europy dwa pojedyncze zrywy to nie jest „różnica”.

Lech Poznań próbował więc coś szarpnąć, szukał gola na otarcie łez, a dostał w końcówce bramkę na 0:4. Za dużo miejsca mieli piłkarze z Leverkusen, żeby tego nie wykorzystać. Ibrahim Maza stanął oko w oko i zamknął wynik pokonując Lisa. Można było gasić światła.

Lech Poznań – Bayer Leverkusen 0:4 (Schick k. 29′, k. 41′, Tillman 32′, Maza 89′)

Mateusz Wiśniewski
Mateusz Wiśniewski
Kibic piłki nożnej w każdym wydaniu, 4-ligowej Ząbkovii Ząbki oraz zawodnik w jej rezerwach. Entuzjasta wszystkich statystyk i liczb związanych z piłką, od liczby bramek czy asyst, aż po czas spędzony przez szopa na boisku w MLS. Na codzień student dziennikarstwa i fan pana Tomasza Ćwiąkały. X @mwisnia10

Podobne

AUTOPROMOCJA Masz dziecko w wieku 7–18 lat? Sprawdź bezpłatną grę edukacyjną Misja: Bezpieczni →