Nietypowo, bo w poniedziałek GKS Katowice i Wieczysta Kraków rozegrały zaległy mecz jeszcze z sierpnia. Wówczas gospodarze walczyli jeszcze o europejskie puchary, teraz zostało im już patrzenie na lokaty w lidze. W miniony weekend obie ekipy pewnie wygrały swoje mecze, a więc bezpośredni pojedynek zapowiadał się ciekawie.
W piątek o 18.00 zaczęła Wieczysta, która ograła u siebie Wisłę Płock aż 3:0. Dwie godziny później do gry w Częstochowie stanęli Katowiczanie, którzy dzień kończyli ciesząc się z wysokiej wygranej nad Rakowem.
Na Nowej Bukowej o podtrzymanie wysokiej formy strzeleckiej szybciej powalczyli gospodarze. Mateusz Kowalczyk uruchomił Marcela Wędrychowskiego, później piłka już pod polem karnym przechodziła spod nóg Bartosza Nowaka do Ilyi Shkurina. Białorusin oddał wydawałoby się koślawy strzał, lecz osiągnął oczekiwany efekt – strzelił gola. Wieczysta mogła być zła na Duje Dujmovicia, bo lewy defensor za łatwo dał się wywieźć w pole Wędrychowskiemu.
GKS grał na dobrej intensywności i w swoim stylu prowadził grę. Przyjezdni skupieni byli natomiast na próbach wykorzystania dużych przestrzeni między stoperami. Rozciągnieta linia obrony gospodarzy nie była w stanie za każdym razem pilnować Lisandro Semedo, który sporadycznie dawał radę stworzyć coś z niczego. Powinien przed przerwą mieć asystę, tyle że Lucas Piazon nie poradził sobie z dostawieniem nogi do piłki. Wcześniej też dobrze z dystansu uderzał Mikkel Maaigard. Po przerwie spadała po stronie Katowiczan intensywność, co pozwalało piłkarzom Wieczystej coraz śmielej poczynać sobie na połowie rywali. Atakowali większą liczbą piłkarzy, częściej wędrowali pod pole karne Gabriela Kobylaka, aż Dujmović trafił głową po dograniu od Semedo. Chorwacki obrońca zrehabilitował się za błąd przy straconym golu.
Trener Rafał Górak musiał interweniować, a więc wymienił wahadło i jedną z dziesiątek. Można powiedzieć, że był to właśnie strzał w dziesiątkę. Borja Galan, który zameldował się na lewej stronie stał się niejako motorem napędowym kolejnych akcji, zaś w 74. minucie zanotował asystę. W pole karne wprowadził go Shkurin, Hiszpan zawinął do tyłu i odegrał do Nowaka. Kapitan GieKSy trafił natomiast strzałem bez przyjęcia i ponownie dał prowadzenie swojej drużynie.
Nowak kończy więc mecz z golem i asystą, natomiast Shkurin z golem i asystą drugiego stopnia. Niesamowite, jak bardzo białoruski napastnik odkopał się ze słabej dyspozycji w Legii Warszawa i przeciętnym starcie w nowym zespole. GKS mocno korzysta na świetnej dyspozycji obu swoich piłkarzy. Znów


