Mariusz Misiura ma coraz gorętszy stołek i każdy mecz może być dla niego tym ostatnim. Gdy Radomiak Radom zdobył gola dającego prowadzenie, strużki potu musiały zacząć spływać po wszystkich częściach ciała. Motor Lublin próbował jednak ratować swojego bossa i do samego końca wierzył w sukces.
Sam gol dla gospodarzy był dość niespodziewany. To Motor wszedł w mecz z ofensywnym nastawieniem i animuszem, który kazał sądzić, że zaraz obejrzymy jedynkę przy herbie Lublinian. Filip Majchrowicz nie miał chwili wytchnienia, mając też okazję na wyciągnięcie piłki z siatki. Gol Mbaye Ndiaye’a został jednak anulowany przez pozycję spaloną. Jeden cios był przedsmakiem drugiego – Filip Koperski wbił gola z bliskiej odległości po rzucie rożnym. Bartosz Bereszyński w przerwie narzekał, że to dla jego drużyny norma i jak tego nie poprawią, to będzie im ciężko.
Początek prócz tego, że wyglądał nieźle pod względem emocji, to także zmusił sędziego Kwiatkowskiego do częstego sięgania do kieszonki z kartkami. W zbieraniu napomnień przodowali goście, choć i Christos Donis swój kartonik zgarnął. Motor brylował w statystyce napomnień, lecz gonienie wyniku nie szło mu już tak dobrze. Największe problemy w szukaniu sobie miejsca miał skrupulatnie pilnowany Karol Czubak. Zanim jednak kapitan lubelskiej drużyny wywalczył, a następnie wykorzystał rzut karny, to do wyrównania doprowadził jego kolega – Ndiaye. Senegalczyk ładnym strzałem pokonał Majchrowicza, któremu uderzenie sprzed pola karnego przełamało ręce.
Uśmiech zagościł na twarzy trenera Misiury, bo jego zespół grał i przyjemnie dla oka, i ofensywnie, i skutecznie.
Fabio Ronaldo miał szansę zamknąć mecz, lecz nie wykorzystał dobrej sytuacji po podaniu od Ndiaye’a. Kropki nad i zabrakło, a fakt ten wykorzystał Radomiak. Remis dał syn marnotrawny – czyli Steve Kingue. Trudno nam rozstrzygnąć, czy lepsza była główka Kameruńczyka, czy dośrodkowanie Ibrahimy Camary.
Można było myśleć, że po tak dobrym meczu remis będzie niedosytem. Czasu było mało, ale jeden rzut rożny z doliczonego czasu gry okazał się kluczowy. Na dalszym słupku przyczaił się Christopher Simon, piłka spadła pod jego nogi i pozostało tylko trafić do pustej bramki. Motor rzutem na taśmę wyciągnął rękę i chwycił trzy punkty. Wspinając się po szczeblach tabeli minął Radomiaka, który po tej kolejce znalazł się pod kreską.


