PO TOPOLSKU #5: Redemption Jerzego Brzęczka! Jak selekcjoner odbudowuje swoją reputację?

O Jerzym Brzęczku w ostatnim czasie zrobiło się ponownie głośno. Dzieje się tak za sprawą znakomitych wyników osiąganych przez reprezentację młodzieżową. Kadra U-21 pod opieką Jerzego Brzęczka zapewniła sobie bezpośredni awans na przyszłoroczne mistrzostwa Europy. Dała się dopiero pokonać w ostatnim meczu eliminacyjnym Włochom. Po raz drugi w swojej trenerskiej karierze Jerzy Brzęczek wywalczył awans na turniej rangi mistrzowskiej. Godne pochwały i docenienia. Może tym razem uda mu się poprowadzić zespół na wielkiej imprezie. Zbigniew Boniek już nie rządzi w PZPN-ie, a więc szanse wzrastają. Żarty żartami, ale nie zawsze w karierze trenerskiej oraz selekcjonerskiej Jerzego Brzęczka nie było tak łatwo i przyjemnie. W pewnym momencie było fatalnie. Trener się pozbierał i udowodnił niedowiarkom i krytykom swoją wartość. Co tak naprawdę w sobie zmienił i co jeszcze ma do udowodnienia?

Spokojne budowanie pozycji

W tym tekście chciałbym opuścić dobrze znaną wszystkim karierę piłkarską Jerzego Brzęczka. Moją uwagę skupię tylko i wyłącznie na osiągnięciach trenerskich i wszelkich perypetiach z nimi związanymi. Zaczęło się od Polonii Bytom. To w niej na początku 2009 roku Brzęczek stawiał swoje pierwsze kroki w roli szkoleniowca, łącząc pod koniec profesjonalnej kariery piłkarskiej występy na boisku z pomaganiem trenerowi Markowi Motyce w sztabie szkoleniowym Ekstraklasy.

Następnie dostał szansę prowadzenia Rakowa Częstochowa. Była to pierwsza samodzielna praca trenerska Brzęczka zapoczątkowana w lutym 2010 roku. Trafił do klubu, którego jest wychowankiem z lat młodzieńczych. Prowadził Raków na poziomie ówczesnej drugiej ligi. Spędził w Częstochowie ponad cztery lata, budując stabilną pozycję zespołu, zanim zrezygnował jesienią 2014 roku. Z perspektywy czasu można śmiało powiedzieć, że jego kadencja zbudowała w pewnym sensie podwaliny pod późniejsze sukcesy Rakowa Częstochowa. Oczywiście w klubie były wtedy inne czasy i fundusze, lecz pracę i wkład w rozwój „Medalików” jak najbardziej trzeba docenić.

Brzęczek nie zamierzał długo próżnować i wziął się za podbój najwyższej klasy rozgrywkowej w Polsce. Późną jesienią trafił do Lechii Gdańsk, w której zaliczył debiut w roli pierwszego trenera na poziomie Ekstraklasy. Przejął Lechię w trakcie sezonu 2014/2015 i zajął z nią wysokie 5. miejsce w tabeli na koniec rozgrywek. Kolejny sezon rozpoczął jednak poniżej oczekiwań władz klubu i po serii słabszych wyników został zwolniony na początku września 2015 roku. Jego kadencja z perspektywy czasu jest wspominana dość dobrze.

Zwolnienie było pewnym sprowadzeniem na ziemię i zmuszeniem do zrobienia kroku w tył. Brzęczek wrócił na zaplecze Ekstraklasy, a dokładniej do pierwszej ligi. GKS Katowice pod wodzą Brzęczka miał jasny cel – awans do elity. W sezonie 2016/2017 drużyna była blisko realizacji tego zadania, jednak fatalna seria w rundzie wiosennej zaprzepaściła szanse na awans, co doprowadziło do dymisji trenera w maju 2017 roku.

Złapanie byka za rogi i życiowa okazja

Ewidentnie widoczne było w tych wszystkich przygodach poszukanie swojej drogi i próbę dłuższego zaistnienia. Jednak zawsze brakowało tego czegoś. Aż w końcu pojawiło się kolejne światełko w tunelu. W lipcu 2017 roku trafił do Wisły Płock. To bez wątpienia jeden z najbardziej udanych etapów w jego karierze klubowej. Objął Wisłę Płock i uczynił z niej rewelację rozgrywek Ekstraklasy sezonu 2017/2018. Zespół grał widowiskowo i zajął wysokie 5. miejsce w tabeli, niemal do samego końca walcząc o awans do europejskich pucharów. Jak się później okazało ten sukces bezpośrednio otworzył mu drzwi do pracy z reprezentacją.

Zatrzymajmy się nieco dłużej na tej Wiśle Płock. W sezonie 2017/2018 pod wodzą Jerzego Brzęczka grała nowoczesną, zorganizowaną, a zarazem niezwykle widowiskową piłkę. Brzęczek stworzył system, który opierał się na żelaznej dyscyplinie w środku pola, szybkich skrzydłach oraz elastyczności taktycznej, najczęściej stosując formację 4-2-3-1. Płocczanie doskonale czuli się w ataku pozycyjnym, potrafili długo utrzymywać się przy piłce, ale ich największą bronią były błyskawiczne przejścia z obrony do ataku, czyli tak zwane fazy przejściowe oraz świetnie egzekwowane stałe fragmenty gry.

Styl gry „Nafciarzy” był skrojony pod zawodników kreatywnych oraz dynamicznych. Pod okiem Brzęczka wielu piłkarzy przeżywało swój piłkarski renesans lub eksplozję talentu. Z tamtego zespołu głównie można pamiętać takich zawodników jak Arkadiusz Reca, Damian Szymański, Dominik Furman czy Jose Kante. Szczególnie najwięcej zyskiwał ten pierwszy z wymienionych. Trener przestawił go ze skrzydła na lewą obronę. Reca, dysponujący niesamowitą dynamiką i wydolnością, idealnie pasował do systemu, w którym boczni obrońcy mieli za zadanie dublować pozycje skrzydłowych i biegać od pola karnego do pola karnego. Ta zmiana pozycji dała mu życiowy transfer do włoskiej Atalanty Bergamo i natychmiastowe powołanie do reprezentacji Polski.

Awans i… zwolnienie

Znakomita praca w Wiśle Płock sprawiła, że Zbigniew Boniek postanowił właśnie Jerzemu Brzęczkowi powierzyć misję budowania nowej reprezentacji Polski. Zastąpił Adama Nawałkę po nieudanych dla Polski Mistrzostwach Świata w Rosji. Brzęczek zrealizował główny cel sportowy – wywalczył z drużyną narodową bezpośredni awans na turniej EURO 2020 z pierwszego miejsca w grupie eliminacyjnej. Mimo zrealizowania celu i utrzymania zespołu w najwyższej dywizji Ligi Narodów, styl gry reprezentacji był mocno krytykowany przez media i kibiców.

W styczniu 2021 roku prezes PZPN Zbigniew Boniek nieoczekiwanie podjął decyzję o jego zwolnieniu przed turniejem finałowym. Ta decyzja jest wspominana do dzisiaj i wywołuje mieszane uczucia wśród wielu osób. Z perspektywy czasu Jerzy Brzęczek wtedy się bronił przede wszystkim wynikami. Można mówić, że miał lepszych piłkarzy czy innych przeciwników. Jednak czy na ten moment jesteśmy pewni wygrania grupy eliminacyjnej mając w niej takie ekipy jak Austria, Słowenia czy Izrael? No nie wiem…

Oficjalnie po latach Zbigniew Boniek nie przyznał się w 100% do błędu. Zawsze uciekał od jednoznacznej deklaracji. Można tak naprawdę się domyślać dlaczego do tego wszystkiego doszło. Prezes nie wytrzymał nagonki mediów i postanowił zadziałać pod wpływem emocji. Poza tym bał się słabego wyniku na Euro 2021, które miało być zwieńczeniem kończącej się jego kadencji. Ostatecznie zagraliśmy na nim fatalnie w kontekście wyników, ale to już zupełnie inna opowieść.

Tak naprawdę powodów można się doszukiwać kilku. Zbigniew Boniek zwolnił Jerzego Brzęczka z powodu „marazmu”, braku postępu sportowego drużyny oraz toksycznej atmosfery, jaka wytworzyła się wokół reprezentacji. Chociaż selekcjoner realizował cele wynikowe, prezes PZPN najprawdopodobniej uznał, że z tym trenerem na ławce reprezentacja Polski na turnieju finałowym zmierza ku katastrofie.

Dlaczego Zbigniew Boniek tak naprawdę to zrobił?

Trzeba przyznać, że sam Brzęczek sobie kilkoma sprawami nie pomagał. Boniek wielokrotnie powtarzał, że rozmawiał z Brzęczkiem o jego podejściu do otoczenia. Selekcjoner i jego sztab zamknęli się w tzw. oblężonej twierdzy. Czuli się powszechnie „niekochani”, niesprawiedliwie atakowani przez media i kibiców, przez co wewnątrz kadry zamiast sportowej pewności siebie panowały frustracja i wieczne pretensje. Boniek uznał, że z takim nastawieniem psychicznym nie da się pojechać na wielki turniej i ugrać tam czegokolwiek.

Wydanie oficjalnej biografii selekcjonera pt. „W grze” (napisanej przez Małgorzatę Domagalik) w trakcie trwania kadencji okazało się wizerunkowym gwoździem do trumny. Książka, zamiast ocieplić wizerunek trenera, wywołała gigantyczną falę krytyki, drwin i memów. Współpracownicy Bońka potwierdzali po latach, że ta publikacja przelała czarę goryczy i ostatecznie zniszczyła zaufanie na linii prezes – selekcjoner. Boniek oczekiwał skupienia na taktyce, a otrzymał telenowelę wokół osoby trenera.

Najważniejszym sygnałem ostrzegawczym dla Bońka był rozpad relacji trenera z kluczowymi piłkarzami, na czele z Robertem Lewandowskim. Po przegranym meczu z Włochami (0:2) w listopadzie 2020 roku, zapytany przed kamerami o plan taktyczny Brzęczka, Lewandowski milczał wymownie przez osiem sekund. Dla opinii publicznej i samego Bońka był to jasny dowód na to, że kapitan i reszta drużyny stracili wiarę w warsztat szkoleniowy selekcjonera. Choć Brzęczek regularnie wygrywał ze słabszymi zespołami (jak Austria, Izrael czy Łotwa) w eliminacjach, to mecze z europejską czołówką wyglądały dramatycznie. Spotkania w Lidze Narodów przeciwko Włochom i Holandii obnażyły całkowitą bezradność taktyczną Polaków.

Boniek z bliska widział ten boiskowy marazm i zorientował się, że kadra osiągnęła swój sufit pod wodzą tego szkoleniowca. Zbigniew Boniek podjął tę decyzję nie dlatego, że Brzęczek był złym człowiekiem, ale dlatego, że „ślepy nie był”. Widział, że ta formuła całkowicie się wyczerpała. Chciał dać reprezentacji nowy impuls przed mistrzostwami Europy, dlatego zdecydował się na zatrudnienie Paulo Sousy. Zatem zwolnienie było jak najbardziej potrzebne, lecz moment był bardzo nieodpowiedni. Boniek zrobił to w niedobrym niemal dla wszystkich momencie. Nie pomógł tą decyzją nikomu. Ucierpieli kibice, trener, związek i relacje w szatni. W mediach się kotłowało, a powinniśmy myśleć wtedy o czymś zupełnie innym. Co się stało to się nie odstanie. Fakt jest taki, że Zbigniew Boniek swoją decyzją zabrał Jerzemu Brzęczkowi wywalczony przez niego awans na mistrzostwa Europy.

Sięgnięcie dna i „redemption”

Rok po zwolnieniu z reprezentacji Polski, Jerzy Brzęczek podjął się misji ratowania Wisły Kraków przed spadkiem z Ekstraklasy. Zadanie to zakończyło się niepowodzeniem i klub po raz pierwszy od dekad spadł do pierwszej ligi. Brzęczek pozostał na stanowisku, aby wywalczyć szybki powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej, jednak po serii meczów bez wygranej na zapleczu Ekstraklasy zrezygnował z funkcji jesienią 2022 rok. Jego praca w Białej Gwieździe była jedną wielką kompromitacją i gwoździem do trumny w jego karierze trenerskiej. W tamtym momencie tak się przynajmniej wydawało.

Praca w Wiśle Kraków miała być dla niego wielkim powrotem na ławkę trenerską i szansą na odbudowanie pozycji po bolesnym rozstaniu z kadrą. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna – był to jeden z najgorszych okresów w nowożytnej historii klubu. Brzęczek poprowadził Wisłę w 27 oficjalnych meczach, notując koszmarną średnią zaledwie 1,11 punktu na mecz (7 zwycięstw, 9 remisów, 11 porażek)

Minęło kilka lat, selekcjoner ewidentnie poukładał sobie pewne sprawy w głowie i wrócił do żywych. Ponownie podjął się pracy w PZPN-ie. W sierpniu 2025 roku powierzono mu funkcję selekcjonera młodzieżowej reprezentacji Polski do lat 21, którą z powodzeniem prowadzi w rozgrywkach międzynarodowych, awansując na wspominane we wstępie mistrzostwa Europy. Jest bardziej otwarty do mediów, skupiony na swojej robocie. Do piłkarzy podchodzi z ogromną pasją i zaangażowaniem, a przede wszystkim ze swoim klasycznym spokojem, połączonym nutką humoru.

Wierzy w swoich chłopaków, a wszelkie błędy nie tylko ich – bierze na siebie. Nie buduje oblężonej twierdzy i po prostu chce iść do przodu. Twardo stąpa po ziemi i z pewnością po cichu liczy, że w przyszłości dostanie ponowną szansę objęcia seniorskiej kadry. A jak na razie ma do wykonania robotę na przyszłorocznych mistrzostwach Europy. Kto wie, co się uda na nich osiągnąć. Informacyjnie podam, że zdobycie medalu gwarantuje awans na igrzyska olimpijskie. Dopóki piłka w grze…

Co po latach sądzi o swoim zwolnieniu?

Po latach od nagłego zwolnienia przez Zbigniewa Bońka w styczniu 2021 roku, wypowiedzi Jerzego Brzęczka stały się bardzo otwarte. Szkoleniowiec w wywiadach konsekwentnie broni swojej kadencji i punktuje mechanizmy, które doprowadziły do jego dymisji. W swoich komentarzach Brzęczek wprost zaznacza, że decyzja Bońka nie była podyktowana wynikami na boisku. Podkreśla, że zrealizował absolutnie wszystkie postawione przed nim cele (awans na EURO z pierwszego miejsca, utrzymanie w Lidze Narodów, wprowadzenie młodych graczy jak Jóźwiak, Moder czy Płacheta).

Brzęczek zauważa, że czas działa na jego korzyść. Wskazuje na to, że po jego odejściu reprezentacja pod wodzą kolejnych selekcjonerów (Sousa, Michniewicz, Santos) grała w kratkę, a styl defensywny, za który go gnębiono, po latach zaczyna być doceniany. „Ludzie doceniają po czasie. Miałem rację, nawet jeśli popełniałem błędy” – mówił w wywiadach.

Brzęczek uważa się za ofiarę bezprecedensowego, personalnego ataku ze strony mediów i influencerów sportowych, który zaczął się od pierwszego dnia jego pracy. Twierdzi, że wokół niego wytworzono tak gęstą, negatywną atmosferę, że Boniek ostatecznie ugiął się pod presją opinii publicznej. Z kolei odnosząc się do słynnego milczenia Roberta Lewandowskiego, Brzęczek ucinał spekulacje o otwartej wojnie, jednak zaznaczał, że zachowanie Lewandowskiego było niefortunne i dało mediom potężną broń do uderzenia w sztab szkoleniowy.

Perspektywa czasu sprawiła, że były selekcjoner nie ukrywa żalu do ówczesnych władz PZPN. Uparcie twierdzi, że zabrano mu życiową szansę poprowadzenia drużyny na turnieju mistrzowskim, na który sam zapracował. Teraz oby mu nie odebrano tego samego z kadrą młodzieżową. Plotki łączące go z główną reprezentacją nie są oczywiście bezzasadne. Wydaje się, że Brzęczek musi jednak skończyć pewne sprawy z obecną prowadzoną przez niego drużyną. Następnie może myśleć o kolejnych celach. Jednak znając Cezarego Kuleszy wszystko jest możliwe.

Mateusz Topolski
Mateusz Topolski
Pasjonat futbolu, najlepiej w wydaniu polskim, włoskim i hiszpańskim. Wierny fan Lecha Poznań i wszystkiego co romantyczne oraz inspirujące w piłce nożnej. Poza tym chętnie spoglądam na F1, tenis ziemny i siatkówkę.

Podobne

AUTOPROMOCJA Masz dziecko w wieku 7–18 lat? Sprawdź bezpłatną grę edukacyjną Misja: Bezpieczni →