Arkadiusz Milik znalazł się w jednym z najtrudniejszych momentów swojej kariery. Juventus nie zgłosił 32-letniego napastnika ani do Serie A, ani do fazy ligowej Ligi Europy, a jego kontrakt wygasa po zakończeniu obecnego sezonu. W tej sytuacji ponownie wrócił temat Górnika Zabrze, z którego kilkanaście lat temu ruszył na podbój Europy. Zbigniew Koźmiński, były prezes zabrzańskiego klubu, patrzy jednak na taki pomysł wyjątkowo sceptycznie. W rozmowie z Interią Sport stwierdził, że „z Milika zostało tylko nazwisko”, a jego zdaniem ewentualny transfer zablokowałby Lukas Podolski.
Milik poza kadrą Juventusu. Latem wydawało się, że dostanie jeszcze szansę
Jeszcze podczas przygotowań do sezonu sytuacja Polaka wyglądała zupełnie inaczej. Luciano Spalletti zabrał go na sparingi, a Milik występował między innymi przeciwko Basel, Nicei, Chelsea i Palermo. W ostatnim z tych spotkań zdobył bramkę na 2:0. Było to jego pierwsze trafienie w barwach Juventusu od maja 2024 roku. Na gola czekał dokładnie 813 dni, dlatego udany okres przygotowawczy można było odbierać jako sygnał, że po kolejnych problemach zdrowotnych spróbuje jeszcze powalczyć o miejsce w zespole. Kilka tygodni później sytuacja zmieniła się diametralnie. Milik nie znalazł się na liście zgłoszonej do fazy ligowej Ligi Europy, a następnie zabrakło go także w 25-osobowej kadrze Juventusu na Serie A. Na dziś oznacza to, że jego możliwości występów w oficjalnych spotkaniach pierwszego zespołu są bardzo mocno ograniczone. Konkurencja również nie pomaga. Juventus latem definitywnie sprowadził Randala Kolo Muaniego, a z Newcastle wypożyczył Nicka Woltemade. Spalletti ma więc do dyspozycji napastników, wokół których może budować ofensywę bez czekania na odzyskanie dawnej formy przez Milika.
Dwa sezony i tylko 34 minuty w Serie A
Problem Polaka nie rozpoczął się jednak wraz z decyzją o braku zgłoszenia. Dwa poprzednie sezony właściwie wypadły z jego kariery. W rozgrywkach 2024/25 Milik nie wystąpił w Serie A ani razu. Rok później pojawił się na murawie zaledwie dwukrotnie. W marcu dostał 12 minut przeciwko Sassuolo, a na początku kwietnia rozegrał 24 minuty z Genoą. Łącznie przez dwa sezony uzbierał więc tylko 34 minuty ligowej piłki. Dla porównania, jeszcze w sezonie 2023/24 wystąpił w 32 meczach Serie A i zdobył cztery bramki. W całej karierze na włoskich boiskach ma 154 spotkania ligowe i 49 trafień. Do tego dochodzą udane lata w Ajaksie, Napoli czy reprezentacji Polski.
Nikt nie musi więc przekonywać, że zdrowy Milik potrafił grać na bardzo wysokim poziomie. Dzisiaj problemem jest coś zupełnie innego. Od bardzo dawna praktycznie nie funkcjonuje w rytmie regularnych spotkań, a kilka dobrych występów w letnich sparingach nie daje odpowiedzi na pytanie, jak jego organizm zareagowałby na cotygodniową rywalizację o punkty. I właśnie na tym swoją ocenę opiera Zbigniew Koźmiński.
„Z Milika zostało tylko nazwisko”
Były prezes Górnika wyjątkowo ostro odniósł się do ewentualnego powrotu napastnika do Zabrza. Jego zdaniem samo nazwisko i wcześniejsze osiągnięcia nie powinny dziś wystarczyć, aby otworzyć Milikowi drogę do zespołu walczącego o najwyższe miejsca w Ekstraklasie. Koźmiński uważa, że napastnik powinien najpierw znaleźć klub, w którym przez pół roku albo nawet cały sezon będzie regularnie występował. Dopiero później można byłoby ocenić, jakim piłkarzem jest po tak długiej przerwie i czy nadal może dać coś drużynie z wysokimi ambicjami.
– Przykro to stwierdzić, ale z Milika zostało tylko nazwisko, a Górnik to już nie jest przypadkowy klub, gdzie można kogoś wsadzić do składu za nazwisko – stwierdził były prezes w rozmowie z Interią Sport. Jeszcze mocniej wypowiedział się o możliwości natychmiastowego wejścia Milika do Ekstraklasy. Koźmiński ocenił, że napastnik nie poradziłby sobie obecnie z fizycznymi wymaganiami polskiej ligi. Trzeba przy tym wyraźnie zaznaczyć, że jest to opinia byłego działacza, a nie potwierdzona diagnoza aktualnego przygotowania piłkarza. Z zewnątrz nie znamy wyników jego badań ani dokładnej dyspozycji fizycznej.
Sytuacja Zabrzan również jest zupełnie inna niż kilka lat temu, gdy każdy temat powrotu Milika można było odbierać przede wszystkim jako wielką okazję marketingową. Górnik po dziewięciu kolejkach prowadzi w Ekstraklasie. Ma 22 punkty, siedem zwycięstw, jeden remis i tylko jedną porażkę. Michal Gašparík stworzył drużynę, która dobrze funkcjonuje bez podporządkowania gry jednej gwieździe. W ataku ma między innymi Erika Prekopa i Sondre Lisetha. Ten pierwszy niedawno wszedł z ławki w meczu z Lechem Poznań i w ciągu czterech minut zdobył dwie bramki, zapewniając zabrzanom zwycięstwo 2:1.
Górnik Zabrze nie znajduje się więc w sytuacji, w której musi za wszelką cenę znaleźć rozpoznawalnego napastnika. Ewentualny transfer Milika musiałby przede wszystkim bronić się sportowo. Zmieniła się również sytuacja właścicielska klubu. W maju LP Holding należący do Lukasa Podolskiego przejął 86 procent akcji Górnika. Były reprezentant Niemiec ma więc dzisiaj znacznie większy wpływ na kierunek rozwoju klubu niż jeszcze kilka miesięcy wcześniej. Koźmiński jest przekonany, że gdyby temat powrotu Milika rzeczywiście stał się konkretny, Podolski powiedziałby „nie”. Jego zdaniem wprowadzanie do dobrze funkcjonującej drużyny zawodnika po dwóch praktycznie straconych sezonach byłoby niepotrzebnym ryzykiem. Nie ma jednak żadnego potwierdzenia, że Podolski rzeczywiście zajmuje takie stanowisko. To przewidywanie Koźmińskiego, a nie wypowiedź właściciela Górnika.
Brat Milika nie zamykał drzwi. Sam napastnik nie spieszy się do Polski
Temat ma jeszcze jeden ciekawy wymiar. Dyrektorem sportowym Górnika jest Łukasz Milik, brat napastnika Juventusu. Wcześniej nie ukrywał, że drzwi zabrzańskiego klubu pozostają dla Arkadiusza otwarte. Sam zawodnik do tej pory nie zdecydował się jednak na powrót. Według wcześniejszych informacji Piotra Koźmińskiego z Goal.pl gra w Polsce nie jest obecnie jego priorytetem. W medialnych spekulacjach przewijały się także kierunki zagraniczne, w tym Al-Wasl ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Milik pozostaje związany z Juventusem do 30 czerwca 2027 roku, ale brak zgłoszenia do Serie A i Ligi Europy bardzo wyraźnie pokazuje jego aktualne miejsce w hierarchii. Jeżeli sytuacja się nie zmieni, najbliższe miesiące mogą sprowadzić się przede wszystkim do szukania rozwiązania na dalszą część kariery.
Powrót do Górnika miałby oczywiście ogromny wymiar symboliczny. To właśnie w Zabrzu Milik wypłynął na szerokie wody, zanim w styczniu 2013 roku Bayer Leverkusen zapłacił za niego kilka milionów euro. Później były Ajax, Napoli, Olympique Marsylia i Juventus. Dzisiaj droga w przeciwnym kierunku nie jest jednak oczywista. Górnik jest liderem Ekstraklasy, ma właściciela inwestującego w nowy projekt i drużynę, która przynosi wyniki. Milik z kolei musi przede wszystkim pokazać, że po dwóch latach niemal bez ligowej piłki nadal jest zdolny do regularnego grania. Dlatego słowa Koźmińskiego brzmią tak mocno. Jeszcze kilka lat temu pytanie mogło brzmieć: czy Górnika stać na sprowadzenie Arkadiusza Milika? Dzisiaj były prezes Zabrzan stawia je zupełnie inaczej: czy to Milik jest obecnie w stanie sportowo zapracować na miejsce w takim Górniku?



