Nos Frederiksena do zmian dał wygraną z Piastem? „To nie moja zasługa”

Lech Poznań rozegrał z Piastem Gliwice typowy mecz dwóch połów. Przed przerwą nie prezentował się najlepiej, ale po niej pokazał mistrzowskie oblicze. Duża w tym zasługa zmienników, którzy odpowiadali za wszystkie zdobyte bramki. Należy zauważyć, że w głowach podopiecznych Nielsa Frederiksena widmo meczu z Aarhus GF z każdym kolejnym spotkaniem staje się coraz bardziej niewidoczne.

W ostatnim czasie Kolejorz często mierzył się z drużynami, które dobrze czują się w niskiej obronie. Konieczność przedzierania się przez gęste zasieki obronne defensywy rywali zawsze sprawiała mu problem. Jednak im więcej ma takich starć w krótkim czasie, tym lepiej sobie z nimi radzi. Dużą rolę w poprzedniej potyczce z Ki Klaksvik odegrał zmiennik, Yannick Agnero. Iworyjczyk strzelił przecież jedyną, zwycięską bramkę. Również z Piastem korekty personalne po przerwie przyniosły przełamanie.

Zmiany okazały się strzałem w dziesiątkę

Najpierw Pablo Rodriguez wszedł za Antoniego Kozubala i natychmiast sytuacja w środku pola się poprawiła. Następnie na boisku zameldowali się Mikael Ishak oraz Allahyar Sayyadmanesh. Ten pierwszy niedługo później otworzył wynik. Z kolei w 78. minucie wpuszczony został Karol Delikat, który zaliczył wejście smoka, podwyższając na 2:0. Zwycięstwo przypieczętował zaś wspomniany Sayyadmanesh, zresztą po asyście Rodrigueza. Jak swój udział w tak trafnych decyzjach ocenia Niels Frederiksen?

– To nie moja zasługa. Czasem w futbolu jest dużo przypadku. Potrzeba też szczęścia. Wiedzieliśmy, że mamy na ławce jakościowych piłkarzy. Ishaka, który jest topowym strzelcem, Allahyara oraz Delikata, bardzo utalentowanego zawodnika, bardzo dobrze spisującego się podczas presezonu oraz w rezerwach i zasługującego na szansę. Niektóre zmiany zaplanowaliśmy przed meczem. Pablo miał wejść po przerwie za Kozubala, żeby podzielić między nich czas gry. To dotyczy również zmian Yannicka oraz Walemarka w 60 minucie i wpuszczenia Allahyara wraz z Ishakiem. Dziś szczęśliwie mogliśmy trzymać się naszego planu – podkreślił trener.

Zatrzymajmy się przy Delikacie. Wrażenie wywołane przez młodego pomocnika zwiększa fakt, że mecz z Gliwiczanami był dla niego debiutem w pierwszym zespole Lecha. Jego potencjał oceniają w poznańskim klubie wysoko, o czym świadczy fakt, że duński szkoleniowiec wziął go na obóz przygotowawczy przed trwającymi rozgrywkami. W sparingach pokazał się z świetnej strony, toteż kwestią czasu musiał być premierowy występ. W akcji bramkowej pokazał dużo boiskowej inteligencji, zamykając dośrodkowanie Luisa Palmy.

– Jego wbiegnięcie w pole karne nie wynikało z instrukcji ode mnie. Chyba jeszcze nie strzelił bramki głową. Teraz to mu się udało, co mnie cieszy. Grał na pozycji nr 10. Obsadzeni w tej roli piłkarze w naszym zespole muszą pojawiać się w szesnastce, szczególnie w tego typu akcjach. On to zrobił i przeżył piękną historię. To lubimy w tym klubie – dawać szanse zawodnikom z akademii w pierwszym zespole. Karol ją wykorzystał. Po strzelonym golu nie grał idealnie, ale to nie ma znaczenia. Jest jednym z graczy, który dostanie więcej szans w nadchodzących spotkaniach. Nie wiem konkretnie w których, ale zasługuje na następne okazje – zadeklarował Frederiksen.

Zmęczony Kozubal, kontuzja Moutinho

Natomiast gorsze wrażenie pozostawił po sobie tym razem Kozubal. Kluczowa dla linii pomocy postać nie trafiła z formą. Między innymi dlatego w pierwszej połowie Piastunki miały do powiedzenia aż tyle. 21-latek nie potrafił odpowiednio zabezpieczyć stref, za które odpowiadał. Wydawało się, że to głównie dlatego na drugą część meczu wszedł Rodriguez. Trener Kolejorza jednak zaprzeczył, że decyzja o zmianie była podyktowana dyspozycją zawodnika.

– Rozegrał wiele minut do tej pory. Pabla oszczędzaliśmy odrobinę więcej, Kozubal zaś występował w prawie maksymalnym wymiarze czasowym. Potrzebował więc przerwy. Musi być też gotowy na czwartkowe spotkanie. To naturalne, że gdy grasz tak dużo, możesz poczuć zmęczenie – zauważył Frederiksen.

Gdy spojrzało się przed starciem z Piastem na grafikę z kadrą meczową, można było spostrzec, że ponownie brakuje na niej Joao Moutinho. Choć niewielu tęskni za portugalskim defensorem, bo ten przegrywa rywalizację z Michałem Gurgulem, dziwna wydawała się jego nieobecność na drugim spotkaniu z rzędu. Okazało się, że boczny obrońca nabawił się drobnego urazu. Niewykluczone, że miał on wpływ na słabą grę piłkarza w Krakowie.

– Po meczu z Wieczystą miał problem ze stopą. Poczuł ból. To takie zbicie, które uniemożliwiło mu bycie gotowym na 100%, mimo że starał się pracować na treningach. Raczej nie zdąży wrócić do sprawności na mecz z Klaksvikiem, ale później będzie dostępny – wyjaśnił szkoleniowiec Lecha.

Podobne

spot_img
spot_imgspot_img