Otto Hindrich latem miał być blisko transferu do Bundesligi. Według rumuńskiego iAMSport 1. FC Köln zaoferowało Legii Warszawa aż osiem milionów euro, ale stołeczny klub oczekiwał jeszcze dwóch milionów więcej. Historia szybko przedostała się do polskich mediów, tyle że tutaj spotkała się ze sporym niedowierzaniem. Szymon Janczyk stwierdził wprost, że takiej oferty nie było, a wątpliwości zgłosili również inni dziennikarze zajmujący się Legią.
Informację opublikował rumuński portal iAMSport. Według jego źródeł pod koniec letniego okna transferowego 1. FC Köln miało zaproponować osiem milionów euro za Otto Hindricha. Legia oczekiwała dziesięciu milionów, a rozmowy ostatecznie nie zakończyły się transferem. W całej historii pojawił się również CFR Cluj. Były klub bramkarza zachował według rumuńskiego źródła dziesięć procent od kolejnej sprzedaży i w przypadku transakcji za osiem milionów euro mógł zarobić kolejne 800 tysięcy.
Na papierze oznaczałoby to dla Legii kapitalny interes. Hindrich trafił do Warszawy w styczniu 2026 roku za kwotę szacowaną przez media na około pół miliona euro, według części źródeł około 600 tysięcy. Kilka miesięcy później miałaby pojawić się możliwość sprzedaży go za kilkanaście razy więcej. Tyle że właśnie wysokość rzekomej propozycji oraz sytuacja finansowa Legii sprawiły, że w Polsce szybko zaczęto podważać rumuńską wersję wydarzeń. Szymon Janczyk z Weszło napisał wprost, że Rumuni tę historię wymyślili i nie było oferty z 1. FC Köln. Piotr Koźmiński ograniczył się do wymownego pytania, czy ktokolwiek w nią wierzy. Jeszcze inaczej sprawę ujął Piotr Kamieniecki. Jego zdaniem, gdyby ktoś rzeczywiście zaproponował osiem milionów euro za Hindricha, reprezentanta Rumunii nie byłoby już przy Łazienkowskiej. Mamy więc dwie zupełnie różne wersje. iAMSport opisuje konkretną ofertę, odpowiedź Legii i kwoty negocjacji. Polscy dziennikarze dobrze zorientowani w sytuacji warszawskiego klubu podważają natomiast albo sam fakt pojawienia się propozycji, albo prawdopodobieństwo, że Legia mogła ją odrzucić.
Osiem milionów i sytuacja finansowa Legii Warszawa
Wątpliwości są tym większe, że niedawne wypowiedzi Frediego Bobicia nie wskazują na klub, który może swobodnie rezygnować z wielomilionowych ofert. Dyrektor sportowy Legii mówił otwarcie, że klub nadal potrzebuje sprzedaży zawodników, a jego koszty funkcjonowania pozostają bardzo wysokie. Latem jednym z głównych zadań pionu sportowego było zmniejszenie wydatków bez znaczącego obniżenia jakości kadry. Bobić podał później konkretne liczby. Z Legii odeszło 18 zawodników, za których klub uzyskał łącznie około siedmiu milionów euro, a na ośmiu nowych wydał około 780 tysięcy. Kadra została zmniejszona z 39 do 24 piłkarzy, a budżet obniżono o 26 procent. Na tym tle informacja, że Legia mogła odrzucić osiem milionów euro za bramkarza sprowadzonego zaledwie kilka miesięcy wcześniej za ułamek tej kwoty, rzeczywiście wymagałaby bardzo mocnego potwierdzenia.
Nie oznacza to, że Hindrich jest zawodnikiem przeznaczonym do sprzedaży przy pierwszej poważnej propozycji. Rumun bardzo szybko wygrał rywalizację w bramce i stał się jednym z najpewniejszych punktów zespołu. Bobić publicznie przyznawał, że Hindrich wielokrotnie ratował Legię, natomiast Marek Papszun mówił już o perspektywie dużego transferu w przyszłości. Skala robi jednak różnicę. Trzy czy cztery miliony euro można byłoby odrzucić z założeniem, że zawodnik nadal będzie się rozwijał i za rok osiągnie wyższą wartość. Osiem milionów za piłkarza pozyskanego w styczniu za kilkaset tysięcy oznaczałoby już jeden z największych interesów transferowych w historii warszawskiego klubu. Tym bardziej że pieniądze pojawiłyby się po zaledwie kilku miesiącach gry Hindricha w Ekstraklasie.
Legia Warszawa trafiła z tym transferem
Bez względu na to, co naprawdę wydarzyło się w przypadku 1. FC Köln, jedno już można stwierdzić: transfer Hindricha okazał się dla Legii bardzo dobrym ruchem. Początkowo Rumun nie był sprowadzany jako oczywisty numer jeden, ale szybko wygrał miejsce w składzie i go nie oddał. Dużą rolę w jego pozyskaniu odegrał trener bramkarzy Maciej Kowal. To on mocno rekomendował kandydaturę Hindricha, a następnie zawodnik został poddany dalszej analizie przez klub. Sam Rumun opowiadał później, że jeszcze przed transferem odbył z Kowalem około godzinną rozmowę dotyczącą między innymi sposobu pracy, mentalności i jego przyzwyczajeń. Ostatecznie Legia zdecydowała się przeprowadzić transfer z CFR Cluj.
Sportowo decyzja szybko się obroniła. Hindrich został podstawowym bramkarzem Legii, zebrał bardzo dobre recenzje i zadebiutował w seniorskiej reprezentacji Rumunii. We wrześniu ponownie znalazł się w kadrze narodowej, mając już na koncie dwa występy. Coraz mniej zaskakujące jest więc samo zainteresowanie zagranicznych klubów, a coraz bardziej pytanie o kwotę, przy której Legia zdecyduje się na sprzedaż. Osiem milionów euro już latem byłoby jednak wzrostem wartości tak dużym, że na razie lepiej zachować ostrożność. Rumuńskie źródło szczegółowo opisuje ofertę Köln, ale w Polsce jego informacje zostały bardzo mocno podważone.



