Jakub Żewłakow został Młodzieżowcem Września w Ekstraklasie – poinformowały w poniedziałek władze rozgrywek. Wyróżnienie jest o tyle ciekawe, że 19-latek w tym sezonie ani razu nie wyszedł w podstawowym składzie Legii Warszawa. W siedmiu ligowych występach uzbierał łącznie tylko 167 minut. Do zdobycia nagrody w dużej mierze wystarczył mu jeden kapitalny wieczór w Lublinie.
Mecz z Motorem jeszcze w 94. minucie wyglądał dla Legii bardzo źle. Warszawianie przegrywali 1:2 i byli blisko pierwszej ligowej porażki w sezonie. Żewłakow, który pojawił się na boisku dopiero w 71. minucie, najpierw wykorzystał zamieszanie po rzucie rożnym i w 95. minucie zdobył swoją pierwszą bramkę w Ekstraklasie. Sześć minut później trafił ponownie. Po podaniu Rubena Vinagre młody pomocnik ustalił wynik na 3:2 i w ciągu kilku minut został bohaterem jednego z najbardziej zwariowanych spotkań początku sezonu.
To właśnie tamten występ zrobił największą różnicę w walce o wrześniowe wyróżnienie. Żewłakow z Motoru wrócił nie tylko z pierwszymi ligowymi golami, ale również z miejscem w jedenastce kolejki. Później pojawiał się z ławki przeciwko Widzewowi oraz Jagiellonii, a Legia zakończyła miesiąc z siedmioma punktami zdobytymi w trzech spotkaniach.
Siedem meczów i ani jednego od pierwszej minuty
Statystyki Żewłakowa z całego początku sezonu wyglądają dość nietypowo jak na zawodnika, który właśnie został najlepszym młodzieżowcem miesiąca. Siedem występów, wszystkie jako rezerwowy, 167 minut i dwa gole. Oddał zaledwie pięć strzałów, z czego cztery poleciały w światło bramki. Na razie trudno więc mówić o regularnej pozycji w zespole Marka Papszuna, ale trudno też było wykorzystać ograniczony czas na boisku znacznie lepiej. Sam dublet z Motorem miał dodatkową wartość statystyczną. Żewłakow liczył wtedy 19 lat i 277 dni i został najmłodszym zawodnikiem, który zdobył przynajmniej dwie bramki w jednym meczu Ekstraklasy od września 2023 roku. Wtedy Dawid Drachal, jeszcze jako zawodnik Rakowa Częstochowa, strzelił trzy gole Ruchowi Chorzów.
Co ciekawe, zwycięzca wrześniowego plebiscytu nie jest wybierany wyłącznie na podstawie liczby goli czy minut. Pod uwagę brane są statystyki, postawa podczas meczów oraz zachowanie poza boiskiem. We wrześniu oceniano występy z kolejek od siódmej do dziewiątej. Żewłakow najlepiej wykorzystał swoją szansę właśnie w pierwszej z nich. W Legii jego nazwiska przedstawiać oczywiście nie trzeba. Jakub trafił do klubowej akademii jeszcze jako dziecko i przeszedł przez kolejne drużyny młodzieżowe oraz rezerwy. W pierwszym zespole zadebiutował latem 2024 roku w eliminacjach europejskich pucharów, na pierwszy występ w Ekstraklasie czekał natomiast do sierpnia 2025 roku. W kwietniu tego roku Legia przedłużyła z nim kontrakt aż do końca sezonu 2029/30.
Teraz czas na pierwszy skład?
Nagroda nie zmienia jednego – Żewłakow wciąż czeka na pierwszy ligowy występ od początku. Konkurencja w Legii jest duża, a Marek Papszun dotychczas korzystał z 19-latka przede wszystkim wtedy, gdy potrzebował świeżości w drugiej części meczu. Taka rola na razie mu nie przeszkadza. W Lublinie dostał około pół godziny i sam odwrócił wynik, z Widzewem wszedł w 73. minucie, natomiast przeciwko Jagiellonii spędził na boisku ponad pół godziny. Minuty zbiera więc stopniowo, ale po wrześniu trener dostał mocny argument, żeby dawać mu ich więcej. Legia zakończyła miesiąc bez ligowej porażki, z 19 punktami po dziewięciu kolejkach. Żewłakow nie był przez ten czas podstawowym zawodnikiem, ale gdyby nie jego dwa trafienia w Lublinie, dorobek Warszawian byłby mniejszy o dwa punkty.



